Rozdział 1

Obudziłam się gwałtownie.
-Alisson, krzyknęłaś przez sen. Nic Ci nie jest?-spytała moja przyjaciółka.
-Już dobrze Afrodyto. To tylko sen-powiedziała.
-Znów z wcześniejszych wcieleń?
-Tak, znów. To już mnie męczy!
-Alisson, pośpiesz się bo spóźnimy się na lekcje.
Zebrałam się szybko. Obie pobiegłyśmy do sali. Na szczęście nie spóźnione.
-Dzień dobry. Dzisiaj na lekcji będziemy tworzyć formy z żywiołów-powiedziała pani profesor Kaszmira.
W ostatnim wcieleniu musiałam walczyć na śmierć i życie z panią profesor, bo stwierdziła że ja nie kontroluje swojej mocy. Wszystkiego to co się nauczyłam, zawdzięczam mojej babci a chodzę do szkoły magów to tylko powtórka( MUSZĘ, PONIEWAŻ ONA JEST OBOWIĄZKOWA).
-Alisson, może pokazałabyś  o co mi chodzi-powiedziała pani profesor.
Twierdząc że mam już za sobą dwa wcielenia to już będzie gorzej. Moja nauczycielka twierdzi że bardzo łatwo mnie zabić. Chociaż jest to trudne. Trzeba znaleźć przedmiot w którym, po śmierci maga kumuluje się magia i go zniszczyć.
Byłam już na środku sali. Skoncentrowałam się. W moich rękach tworzyła się kula ognia.
-Miau!
Przestraszyłam się. Na szczęście kula ognia zniknęła.
-Czyj to kot!-krzyknęła nauczycielka.
-Mój, pani profesor-spuściłam głowę ze wstydu.
-Zabierz tego pchlarza i zostaniesz 4 godziny po lekcjach.
Wzięłam kotkę i wyszłam z sali.
-Co ty wyprawiasz Pespi-skarciłam kotkę.
-Miau.
To trochę dziwne że rozmawiam z kotem, ale mi to nie przeszkadza. Właśnie miałam zamiar iść do sali w której miałam drugą lekcje, ale coś przykuło moją uwagę. Skoncentrowałam się i podsłuchiwałam.
-Nie oddamy Ci jej -wyjrzałam żeby zobaczyć kto z kim rozmawia. To była Rada Starszych z... Zeke'iem!!
-I tak po nią przyjdę z waszą zgodą czy bez niej-powiedział po czym zniknął.
Szybko się wycofałam i pobiegłam do swojego pokoju. Spakowałam się. Zminimalizowałam walizki i włożyłam je do plecaka. Wyczarowałam swojego klona, który wyglądał jak śmierć i kazałam mu się położyć na podłodze i udawać martwą. Wzięłam kotkę i się teleportowałam.
Znajdowałam się obok kawiarenki. To że nie jadłam śniadania poszłam do niej. Zamówiłam sobie cappucino i kanapki. Już kończyłam jeść, gdy nagle do restauracji wpadli dwaj młodzi chłopcy. Rozglądali się jakby kogoś szukali. Nagle podeszli do mnie.
-Pani Alisson-spytał chłopak z niebieskimi włosami.
-Tak to ja-powiedziałam-Z kim mam przyjemność rozmawiać??
-Jestem Trey a to Len Tao-przedstawił swojego kolegę.
-Idziesz z nami-powiedział Len prosto z mostu.
-Z jakiego powodu, szamani-powiedziałam.
Pepsi syknęła.
-Jesteś na potrzebna-powiedział Trey-Słodki kociak.
-Ty chyba też jesteś szamanem?-spytał Tao.
-Tak, jestem szamanem i za równo magiem. Obie te zdolności mam wyćwiczone do perfekcji, więc jeśli mnie wkurzycie to skopie wam tyłki.
-Nie przyszliśmy się bić-powiedział niebiesko-włosy-Lecz mamy mało czasu, bo nasz przyjaciel umiera.
-Nic to mnie nie obchodzi-powiedziałam.
-Jesteś przyjaciółka Yoh Asakury. Twoja siostra nas przysłała-powiedział wkurzony Len.
-Mogliście mówić tak od razu. A więc dobrze pójdę z wami, ale będzie po mojemu.
Kiwnęli głowami. Skoncentrowałam się gdzie jest Anna i Yoh.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 16

Rozdział urodzinowy dla Anny-Medium

Miniaturka Aisuaro x Hao x Loki