Miniaturka Aisuaro x Hao x Loki

Wiem, musieliście się  naczekać. Ale był powód. I nie tym razem, że nie miałam weny!!! O nie, to jest inny powód!! Dzisiaj obchodzi swoje urodziny najlepsza blogerka Ivy  Stone!!!! Dziewczyno życzę Ci zdrowa, miłości, wsparcia przyjaciół i dużo kasiorki :) Żeby Twoje życie nie była pasmem niepowodzeń i żebyś zawsze wiedziała że pech się kiedyś skończy a szczęście powraca z podwójną siłą!!! I właśnie dlatego napisałam dla Ciebie miniaturkę :)(ale w nawiasie mówiąc: Mogłaś byś sobie darować niszczenie mi planów!!!!!! Kiedy się dowiedziałam którego masz urodziny to stwierdziłam że najlepszym prezentem dla Ciebie jest napisanie miniaturki i opublikowanie ją w dniu Twoich urodzi!!!) I tak właśnie zrobiłam!!!! :)
Jak widzicie miniaturka jest inna niż zawsze pisałam, ale oto prosiła mnie Ivy jakiś miesiąc temu o napisanie miniaturki z jej bloga o jej wersji Króla Szamanów a ja dorzuciłam jeszcze Lokiego Lanfeysona!! Bo wiem że go uwielbiasz Ivy :) A oto jej strona http://shaman-king-ice-heart.blogspot.com/ !!
Zanim przeczytacie zapoznajcie się z postaciami: (obrazki są inne niż na blogu prawdziwej autorki, ale sami mi pozwoliła dodać im inny wygląd)
Aisuaro 
Pseudonim: Jackie Frost
Wiek: 19
Rasa:Fuyu no Hitobio(po polsku Ludzie lodu)
Specjalizacja: Łucznik
Broń: Łuk - Tamashi no fuyu
Moce: Panuje nad zimą, Strzela lodowymi strzałami i drzazgami, Dotykiem zamraża (Przez co zakłada rękawiczki)
Miejsce urodzin: Wioska Yuki (Tereny północnej Japonii)
Miejsce zamieszkania: Tokio
Rodzina: Starszy brat Yuki, Pies rasy Husky: Ite
Cechy charakterystyczne: Włosy bardzo jasnoniebieskie (Wręcz nie naturalnie)
 Narzeczony: Hao Asakura


Yuki
Wiek: 29 lat
Rasa: Fuyu no Hitobito
Specjalizacja: Szaman/Pięściaż( u mnie jest najpotężniejszym magiem lodu)
Broń: Skórzany Płaszcz
Duch Stróż: Sisters Shiva
Moce: Nadnaturalnie silny
Rodzina: Młodsza siostra Aisuaro
Miejsce Urodzenia: Wioska Yuki
Miejsce Zamieszkania: Osaka/Tokio
Cechy Charakterystyczne: Wieczny optymista  
Narzeczona: Serah Farron

Hao Asakura
 (wyjaśnienie dlaczego nasz Hao jest blondynem jest opisane w blogu autorki Ivy!!)
Wiek: 1000 lat (duch)/19lat
Rasa: Człowiek (Dawniej)/Fuyu no hitobito (Obecnie)
Specjalizacja: Szaman
Broń: Żadna
Duch Stróż: Spirit of Fire
Miejsce urodzin: Wioska Izumo
 Miejsce zamieszkania: Tokio
Rodzina: Klan Asakura
Cechy Charakterystyczne: Stale chodzi w swojej pelerynie 
Narzeczona: Aisuaro

 Moeru yōna āchā

Przykrywka: Deinan Morgan
Pseudonim: Dākudoragon
Wiek: 19 lat
Rasa: Hi no Hitobito
Specjalizacja: łucznik
Broń: Łuk - Hi no supāku
Moce: Panuje nad ogniem
Miejsce zamieszkania: Królestwo ognia,
posługuje się magią iluzji... dla zabawy,
umie przewidywać ruchy przeciwnika
Rodzina: Brat Honō no tsubasa (A reszta w raz z rozwojem fabuły)
Cechy Charakterystyczne: Bardzo pewna siebie, zarozumiała,
jej oczy świecą się na czerwono z wściekłości

Narzeczony: Luki Kashiro

Honō no tsubasa
Przykrywka: Elie Morgan
Wiek: 20
Rasa: Hi no Hitobito
Specjalizacja: Mag
Broń: Żadna
Moce: Włada ogniem i powietrzem,
Teleport, telekineza, hipnoza, panuje nad siłą woli każdego człowieka, z ognia potrafi wytworzyć skrzydła
Rodzina: Siostra Moeru yōna āchā (Reszta w raz z rozwojem fabuły)
Cechy Charakterystyczne: Rzadko się wypowiada.


Luki Koshiro
Wiek:19 lat
Rasa: Hi no Hitobito
Brań: Ognisty miecz
Narzeczona: Moeru yōna āchā

Loki Laufeyson
Wiek (prawdziwy): kilkadziesiąt tysięcy lat
Wiek (fizyczny): 19 lat
Rodzaj: bóg Nordycki / Czarownik
bóg: bóg psot i kłamstw
Pochodzenie: Jottunhaim
Statut: Książę Asgardu(nieoficjalnie)
Zdolność: Posługuje się magią i czarami, mistrz manipulacji
Ulubione zajęcie: Robienie kawałów

Zapraszam do czytania!!!!!!!

Aisuaro
14 Kwietnia 2009r, Dom Aisuaro

Była wojna po między ludźmi lodu a ognia. Trwa już ponad rok. Najgorsze było że ogniste istot wygrywały z nami każdą bitwę . A przez to zapadałam w coraz większą depresje. Na szczęście miałam wspaniałe oparcie w postaci mojego narzeczonego Hao.
-Znów się martwisz- usłyszałam głos za swoimi plecami.
-Może troszeczkę-odparłam odwracając się w stronę ukochanego.
-Nie powinnaś się aż tak martwić-przyciągnął mnie do siebie-Może oni wygrywają każdą bitwę, ale my wygramy wojnę.
-No właśnie Hao-powiedziałam  zniesmaczona-Wygrywają każdą bitwę.
Chłopak pocałował mnie delikatnie.
-Bądź optymistką-uśmiechnął  się-Nie długo się to skończy.
-Mam taką nadzieję-powiedziałam po czym go pocałowałam.
Hao pogłębił pocałunek. Tylko on wiedział jak mnie odstresować. Nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Otrzymaliśmy się od siebie lekko zdyszani. Widziałam rumieńce chłopaka na jego twarzy on widział moje. Uśmiechnęliśmy się do siebie.
-Proszę-powiedziałam.
Do pokoju weszła idealna kopia Hao, jego brat bliźniak Yoh Asakura. Na jego twarzy widniał triumfalny uśmieszek.
-Wygraliśmy bitwa pod Izai- krzyknął uradowany i przytulił nas.
-Yoh dusisz nas-jęknął Hao.
-Sorki- powiedział z uśmiechem.
-Gdzie jest reszta?- zapytałam.
-Czekają na dole- odpowiedział.
-Chodźmy do nich- powiedział starszy Asakura.
I tak zrobiliśmy. Na miejscu czeka na nas przyjaciele i mój brat wraz ze swoją narzeczoną. Oczywiście wszyscy nas się rzucili i zaczęli nas przytulać.
-Wygraliśmy dopiero pierwszą naszą bitwę-powiedziałam-A przegraliśmy ich wiele. Mam nadzieję że to tylko początek i wygramy tą wojnę.
Wszyscy zaczęli wiwatować i krzyczeć z radości.
-A wszystko dzięki Hao-dodałam.
Narzeczony delikatnie pocałował. Lecz tą cudowną chwilę przerwała Anna.
-Jeśli chcemy wygrać to nie powinniśmy tutaj stać tylko brać się do roboty. Czas na trening! Za 30 minut widzę wszystkich przed domem!!
Wszyscy jęknęli. Ale wiedzieliśmy jeśli chcemy osiągnąć cel musimy ostro trenować. Szybko pobiegłam do swojego pokoju by się przebrać. Teraz miałam na sobie czarne dresy szarą bluzkę z krótkim rękawem, trampki i szybko udałam się do wyjścia z domu. Okazało się że byłam ostatnia. Nie chcąc bardziej wkurzyć trenerki dołączyłam do szeregu.
-Na początek 30 kółeczek dookoła miasta- powiedziała blondynka-Start i meta są tutaj. Jak skończycie to dam wam inne wytyczne.
I tak zrobiliśmy. Nie było łatwo. Już po 20 roku mieliśmy dosyć zostało nam jeszcze 10. Lecz się nie poddawaliśmy. Po pewnym czasie zaczęłam wyprzedzać wszystkich moich przyjaciół zwłaszcza najpotężniejszego szamana w historii Hao Asakurę. Najwidoczniej ta wiadomość o zwycięskiej bitwie dawała mi nadzieję, że to okrutna wojna skończy się dobrze dla rasy Fuyu no Hitobio. Tak mocno zamyślona nie zauważyłam że na kogoś wpadłam. Dopiero bolesny upadek na tyłek przywrócił mnie do rzeczywistości.
-Au!!-powiedziałam.
-Oj, bardzo przepraszam-usłyszałam męski głos.
Uniosłam głowę i zobaczyłam chłopaka o sięgających do karku, zaczesanych do tyłu czarnych włosach i pięknych zielonych oczach. Widać żeby dżentelmenem, ponieważ pomóż mi wstać.
-Dziękuje...Panie...- powiedziałam niepewnie.
-Mów mi Loki-uśmiechnął się do mnie i pocałował moją dłoń.
-Jackie!- usłyszałam Hao.
Odwrócił się w jego stronę.
-Czemu się zatrzymałaś? Co się stało?-powiedział kiedy do mnie przybiegł.
Nic nie powiedziałam, ale o co ci chodzi o stronę Lokiego. To co zobaczyłam... nie wróć... przede mną nikogo nie było. Jak wyparował, zniknął.
-Jackie- usłyszałam troskliwy głos chłopaka.
-Nic mi nie jest-powiedziałam-Usłyszałam dziwny dźwięk i to mnie zaniepokoiło.
-Mam nadzieję że to nie "ONI"-powiedział zniesmaczony-Dobra biegnijmy dalej. Trzeba skończyć ten trening.
Zaczęliśmy biec. Dotarliśmy do mety jako pierwsi. Musieliśmy długo czekać na resztę przyjaciół. Anne to się nie spodobało. Gdy już dotarli to głównie mówiła dość "stanowczym tonem" do biednego Yoh, że nie potrafi przegonić własnego brata. Chłopak próbował się jakoś bronić, ale nagle zamilkł, gdy usłyszał że po treningu mam zrobić jeszcze 30 karnych kółeczek. Choco próbował zrobić tego żart, ale po pierwsze jak zwykle mu nie wyszedł, a po drugie też dostał 30 karnych kółek od kochanej Kyoyamy. Cała drużyna im współczuła. Później były przeróżne ćwiczenia i podnoszenia od ciężarków do ciężarów. Po tym wszystkim była część teoretyczna, czyli strategiczna, którą prowadził Hao. Przy tej części mieliśmy też obiad. Zauważyłam później że Hao specjalnie przedłuża, żeby jego braciszek nie musiał robić tych kółek. Ale był problem, bo Anna też to zauważyłam i kazała mu biegać te okrążenia. Nagle wszyscy chłopcy nawet mój brat się zbuntowali, ale blondynka ostudziła ich zapał. Kazała im wszystkim biegać po 50 kółeczek. Hao i Yuki  patrzyli na mnie błagalnym  wzrokiem, żeby mi z tego wykaraskała, ale problem polega na tym że nie miałam planu jak im pomóc no i jeszcze blondynka kazała wszystkim dziewczynom zrobić kolacje a później odpocząć. Jak tutaj nie kochać naszej Anny.
Moeru
14 kwietnia 2009r, Japonia(Hi no Okoku)

Znów jestem w tym cholernym zamku. Znów ojciec mnie wezwał do siebie. Chyba 40 raz w tym miesiącu i znów będzie w stylu: czemu wciąż jest ta wojna? Czemu jeszcze nie wygraliśmy? Czemu jeszcze ona trwa? Czemu jestem beznadziejnym  generałem i oczywiście się dowiedział że nie wiadomo jakim cudem przegraliśmy ostatnią bitwę. Weszłam do sali tronowej. Oni już tam byli. Mój brat, moja matka no i oczywiście mój ojciec, który siedział na tronie. Patrzył na mnie z wrogością. Jakbym była jedną z ludzi lodu.
-Moeru jesteś beznadziejnym generałem-powiedział ojciec-Możesz mi powiedzieć dlaczego przegraliśmy się bitwę o  Izai???
-Mamy kiepskich żołnierzy-syknęłam-Nie potrafią porządnie władać ogniem.
Król aż wstał i podszedł do mnie.
-Nie-zaprzeczył-To ty jesteś najsłabszym ogniwem! Dlatego zdejmuje Cię z roli generała.
Nie mogę w to uwierzyć w co właśnie usłyszałam. Jak on śmie to mówić!
-Nie możesz tego zrobić!-krzyknęłam-Jestem najlepszym generałem! To dzięki mnie wygraliśmy każdą bitwę!
- Oprócz tej -warknął ojciec.
- Nie jest ważna-syknęłam.
-Właśnie na odwrót-warknął- Przez Twój błąd będą mieli głupią nadzieje że mogą z nami wygrać.
-Dałeś mi początkujących żołnierzy-powiedziałam wściekłam-To nie dziw się że przegraliśmy bitwę !!
-Jeśli aż tak Ci zależy-powiedział-To dobrze będziesz generałem naszych wojsk, ale pod nadzorem.
Pod jakim cholernym nadzorem!!-krzyknęłam w myślach.
-Dlaczego pod nadzorem?!-warknęłam-Nie potrzebuje niańki!!
-Potrzebujesz-powiedział starano ojciec- Jesteś zbyt gwałtowna.
Miałam ochotę się na niego rzucić. Nie wiem co mnie powstrzymuje.
-Wprowadzić gościa-zawołał król.
Do sali tronowej wszedł chłopak w wieku 19 lat. Miał czarne włosy, które sięgały mu do karku i zielone oczy. Był ubrany w długi  płaszcz w odcieniach czernie zieleni. Do tego czarne spodnie i tego samego koloru buty.
-Moeru, Hono przedstawiam wam mojego dawnego przyjaciela,
Lokiego Lanfeysona-ojciec przedstawił tego dziwnego człowieka.
-W czym mam Ci pomóc, mój przyjacielu?-zapytał Loki.
-Pomożesz nam wygrać wojnę-uśmiechnął się ojciec-I pomożesz mojej córce zostać najlepszym strategiem.
-Oczywiście że pomogę-uśmiechnął się Loki- Tylko pod jednym warunkiem.
Mój ojciec nigdy się nie targuje.
-Jakim??- zapytał król.
Spojrzałam się dziwnie na mojego ojca. On nigdy się nie targował a tu proszę.... co za idiota!!
-Aisuaro ma przeżyć-powiedział uśmiechnięty czarnowłosy.
-Ta gówniana dziewczyna będzie leżeć trupem zanim się obejrzysz-warknęłam głośno-I to z moich rąk zginie. A jej dusza i moc będę należeć do mojego ojca!!!!!!!!!!!!
Loki spojrzał się na mnie lekko dziwnym i trochę wściekłym wzrokiem.
-Do czego jest ci potrzebna ta dziewczyna?-zapytał ojciec.
-Ona jest moją przyszłą kapłanką-odpowiedział zielonooki.
Nie rozumiem o co mu chodzi. Jaka kapłanka!?
-Nie po to prowadzimy tą wojnę żeby przeklęta dziewucha przeżyła!!!!!!!!!!! To właśnie przez nią jest ta głupia wojna!!!!!!!!!-krzyknęłam.
-Moeru wyjdź natychmiast!-powiedział stanowczy ojciec.
I tak zrobiłam. Nie chciałam tego więcej słuchać. Tak cała wkurzona wróciłam do swojego pokoju. Nikt tak mocno mnie nie wkurzał. Miałam ochotę zabić mojego ojca i zasiąść na jego miejscu. To co mnie powstrzymuje to ta przeklęta zasada, która mówi że będzie panował tak długo aż umrze z rąk wroga. Wtedy na jego miejsce zasiada dziedzic bądź dziedziczka tronu. Inaczej się nie da.
-Co tym razem narozrabiałaś?-usłyszałam głos Lukiego.
-Mówiłam Ci żebyś do mnie nie przychodził-syknęłam wściekła i odwróciłam się w jego stronę.
Przede mną stał wysoki niebieskooki blondyn, który był dobrze zbudowany. Co ciekawe był moim narzeczonym. Poznaliśmy się kiedy miałam z nim walkę treningową. Prawie go nie zabiłam. Później uczepił są mnie, jak pchła do psiego ogona! Nawet groziłam mu najgorszą śmiercią, ale on ciągle za mną łaził. Gdy już miałam go naprawdę dość chciałam go zabić. Lecz mnie powstrzymał, całując mnie. Jego pocałunki był wspaniałe lepsze od Yukiego. Nie wspominając że później była bardzo namiętna i oczywiście nie przespana noc. A później po miesiącu stał się moim chłopakiem. Ciekawa była reakcja ojca gdy się o tym dowiedział. Pierw wrzaski i krzyki, które nie robiły na mnie dużego wrażenia a później się z tym faktem i tak musiał się pogodzić. Jego wybuch wściekłości był spowodowany tym że jego córka spotyka się z synem jego byłego przyjaciela, ale na cóż to już nie jego interes.
-Przecież wiesz że Ciebie nie słucham-zmysłowo szepnął mi do ucha.
-A powinieneś-warknęłam.
Chłopak tylko się uśmiechnął a później zaczął mnie namiętnie całować. Dobrze wiedział czego potrzebuje... rozrywki. Zaspokoić moją żądze zemsty na ojcu. Skończyło się znów na sporych igraszkach w łóżku.
-I jak ciągle się przejmujesz że przegraliśmy jedną beznadzieją bitwę??-słyszałam słodki szept narzeczonego.
-To powiedz to mojemu ojcu-powiedziałam wściekła.

Aisuaro
15 kwietnia 2009r, Dom Aisuaro

Po wczorajszym treningu wszystko mnie bolało. Dzisiaj wstałam około 5.10 (Boże, co za nie ludzka godzina!!) i musiałam znów biegać. W pewnym momencie kiedy biegałam zobaczyła mojego narzeczonego  szybko dogoniłam.
-Hej-uśmiechnęłam się do niego.
A on przystanął przyciągnął do siebie zaczął mnie całować.
-Hej-powiedział kiedy się odsunęliśmy od siebie.
-A jak te wczorajsze kółka???-zapytałam zaciekawiona.
Chłopak zamiast odpowiedzi zaczął mnie całować. Cały świat przestał istnieć. Wszystkie smutki i zmartwienia zniknęły. Tak właśnie całował Hao.
-Skończycie się miziać i zabierzecie się do roboty!!-usłyszeliśmy wściekły głos Kyoyama'y.
Szybko się od siebie odsunęliśmy.
-Anno...my-zaczęłam niepewnie.
-Widzę że skończyliście biegać-stwierdziła Anna-Pomożecie Tamarze ponieść zakupy.
Rzeczywiście różowowłosa miała problem z tymi zakupami. Ledwo ją było widać...poprawka wcale jej nie było widać. Wzięłam część zakupów, Hao drugą część i już dziewczynę było widać.
-Dziękuje-uśmiechnęła się Tamara.
Nagle przeszył mnie przedziwny dreszcz i ból w sercu. Nie wiedząc co robię a bardziej nie myśląc, rzuciłam zakupy na ziemię i ruszyłam biegiem do mojego domu.
-Aisuaro!-słyszę mojego Hao, ale jestem zbyt daleko by się zatrzymać.
Przed dłuższą chwilę jeszcze biegnę, gdy później się zatrzymuje i patrzę na płonący dom. Bez namysłu  wbiegam tam. Oczywiście mroziłam wszystko wokół siebie. Wpadłam do salonu. Nie mogłam uwierzyć w to co widziałam. Pokój cały płonął. Na środku tego salonu siedziała skulona narzeczona mojego brata i trzymała kogoś w rękach. Przerażona domysłami, dlaczego ta dziewczyna płaczę, podeszłam do niej. Trzymała w rękach ciężko rannego Yukiego, który wyglądał jakby spał.
-On nie żyje-powiedziała Serah łamiącym się głosem, czując moją obecność.
Kolana mi zmiękły i upadłam na podłogę.
Nie!-pomyślałam-To nie możliwe!!!! To kłamstwo!!
Przecież mój brat był jedynym i najlepszym magiem w całej naszej wiosce. Nikt nie mógł go pokonać. Czuje jak łzy płynął mi po policzkach.
-Powiedz mi że to nie prawda-powiedziałam do Serah.
-Tak mi przykro, księżniczko-usłyszałam znienawidzony głos, którego w tej chwili nie chciałam słyszeć-Twój braciszek nie żyje.
Uniosłam głowę. Jakieś 5 metrów przede mną stała Moeru a obok niej Hono.
-Czemu to robicie!!-krzyknęłam-Co ja wam zrobiłam!!
-Żyjesz-powiedział czerwonowłosy chłopak.
Widać że chciał mnie zaatakować, lecz mu się nie udało. Wraz z siostrą poleciał na ścianą. Coś mnie przytuliło i poczułam znajome ciepło. To był Hao. To on mnie uratował od ataku Hono.
-Musze coś skończyć-usłyszałam szept narzeczonego.
Zobaczyłam jak mój ukochany podchodzi z ognistym mieczem do maga ognia, który już wstał i trzymał też ognisty miecz tyle że o ciemniejszym kolorze, zaś Hao miał jasny odcień czerwieni.
-Jestem ciekaw jak jesteś dobry w walce z białą bronią, Asakura-powiedział czerwonowłosy.
Szaman się tylko uśmiechnął. Nie wiedział że blondyn jest mistrzem taki broni. Mój narzeczony walczył z Morganem jak mistrz z początkującym uczniem. Hao unikał każdego ciosu maga z łatwością. Wiedziałam jak blondyn się wciąż z niego śmieje. Lecz to był uśmiech kpiny. Nagle spoważniał. Zrobił teraz atak, który raz na zawsze skończył życie czerwonowłosego. Wybił swój miecz w brzuch Hono.
-To za Yukiego-powiedział Hao.
Moeru krzyknęła ze wściekłość i z... rozpaczy?! Niemożliwe żeby miała jakiekolwiek uczucia. Nagle poczułam silny podmuch. Dziewczyna znów znalazła się na ścianie.
-Przekażesz wiadomość swojemu ojcu-powiedział stanowczy mój narzeczony-Niech skończ tą wojnę jeśli nie chcesz tracić dziedziczki tronu.
-Zobaczysz Asakura-powiedziała Moeru-Zabije Ciebie wcześniej zanim będę Królową Demonów.
I zniknęła wraz ze zwłokami brata. Hao znów do nas podszedł.
-Tak wam współczuje-powiedział szeptem.
Zrozpaczona wtulam się w chłopaka. Wieczorem pochowałam swojego brata. To był najgorszy dzień w moim życiu. Nie miałam już siły walczyć. Lecz Hao i tak chce pomścić Yukiego.


Moeru

14 czerwiec 2009r.,Japonia(Hi no Okoku)

Minęły dwa miesiące odkąd Hao Asakura zabił mi brata. Za to ojciec się wkurzył. Stracił najlepszego maga w całym królewskie. Oczywiście zwalił winę na mnie. Na dodatek straciłam stanowisko. No trudno i tak chciałam zrezygnować. Za dużo stresu. Nawet chciał przeprowadzić egzekucje na mnie, ale Loki przekonał go żeby tego nie robił. Jestem ciekawa dlaczego. Nie ufam mu. Jest jakiś dziwny.
-Ziemia do Moeru-usłyszałam  wesoły głos Lokiego.
-Przecież Cię słucham-powiedziałam znudzona.
Chłopak się uśmiechnął i delikatnie mnie pocałował.
-Właśnie widzę-zaśmiał się-Na co ostatnio Twój ojciec na Ciebie się nawrzeszczał?? A no tak...miał wtedy za zimny obiad. Szczerze mówią, tutaj już przegiął.
Nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
-Księżniczko-powiedziała służąca-Król chce żeby panienka się u niego zjawiła.
-Ciekawe co tym razem-powiedziałam sarkastycznie.
-Może ma za zimne śniadanie-zaśmiał się mój narzeczony.
Uśmiechnęłam się szeroko i udałam się wraz z służącą do mojego ojca.
-Wzywałaś mnie-ukłoniłam się przed ojcem.
-Loki ma do Ciebie sprawę-powiedział.
Słynny Loki stał po prawej stronie ojca i uśmiechał się do mnie.
Dziwne-pomyślałam-Zawsze to moja matka stała u boku mojego ojca jako doradca. Czy ją też zwolnił z tego stanowiska??
-Moeru-podszedł do mnie czarnowłosy chłopak-Chciałbym żebyś ze mną uczestniczyła w pewniej bardzo ważnej misji.
-W jakiej?-zapytałam zaciekawiona.
-Chcę żebyś mi pomogła zabić Hao Asakurę-uśmiechnął się.
Popatrzyłam na niego zdziwiona. Wielki mag Loki  Laufeyson potrzebuje mojej pomocy?! Jakoś mu  nie wierzę!! Ale z drugiej strony...chyba się skuszę. Propozycja by zabić tego szamana od siedmiu boleści przypadała mi do gustu.
-O której ruszamy?-zapytałam.
Chłopak uśmiechnął się szerzej.
-Wiedziałem że się zgodzisz-powiedział uradowany-Wyruszamy za godzinę. Przygotuj się. Spotkamy się przy głównej bramie wejścia do miasta. Czeka nas długa podróż.
Ukłoniłam się i udała się do zbrojowni. Moje strzały są wytwarzane za pomocą magii ognia, więc normalnych strzał nie potrzebuje. Przez 30 minut strzelałam do tarczy żeby bardziej udoskonalić swoją celność. Później poszłam się przebrać.  Ubrałam swoją ulubioną czerwoną bluzkę na ramiączkach z nieco dużym dekoltem, czarne spodnie, glany i czarny skórzany płaszcz.
-Nie podoba mi się że będziecie tylko we dwoje-usłyszałam wściekły komentarz Lukiego.
-A co zazdrosny?-uśmiechnęłam się w  jego stronę.
-Nawet nie wiesz jak bardzo-powiedział po czym zaczął mnie namiętnie całować.
Pogłębiłam pocałunek. Tylko on potrafił mnie zrelaksować. Wyrwałam się z pięknego pocałunku.
-Musze lecieć-powiedziałam po czym się teleportowałam na wyznaczony miejsce.
Już tam stał i uśmiechał się do mnie.
-Miło że chcesz mi pomóc-powiedział z uśmiechem.
-Nie pomagam Ci-warknęła-To bardziej osobista sprawa.
I tak w milczeniu szliśmy w  stronę lotniska. Rzeczywiście jak powiedział Loki podróż była długa. Wianuszek wzajemnej adoracji ukryli się w Niemczech. Moglibyśmy się tam teleportować, ale  od razu by nas wyczuli. Właśnie wysiadaliśmy z samolotu. Jesteśmy  w Hamburgu.
-Skąd wiesz że oni tutaj są?-zapytałam.
-Strateg musi wiedzieć wszystko, moja droga-uśmiechnął się do mnie-Tutaj też pracują Twoi ludzie i oczywiście ich widzieli.
-Co teraz robimy?-zapytałam znowu.
-Zarezerwowałem nam  pokoje w hotelu i tam się udamy-wyjaśnił-Trzeba  odpocząć po tej podróży. A uwierz mi to będzie ciężka walka.
Weszliśmy do taksówki i pojechaliśmy do hotelu.Każdy z nas miał oddzielny pokój, więc mogłam spokojnie odpocząć . Położyłam się na podwójnym łóżku i szybko zasnęłam. Obudziło mnie ciche  pukanie do drzwi.   Otworzyłam oczy.
-Wejść-powiedziałam.
Do pokoju wszedł Loki.
-Myślałem że śpisz-powiedział.
-Nie spałam-uśmiechnęłam się-Czemu tutaj przyszedłeś??
-Powiem Ci gdzie oni się znajdują, ale musisz mi coś obiecać.
-Co?
-Musisz mi przysiądź że nie pójdziesz dzisiaj do nich-powiedział poważnym tonem-Są silni. Musimy tutaj pobyć przez jakiś czas. A więc jak??
-Obiecuje że zrobię dokładnie to o co mnie poprosisz-powiedziałam szczerze.
Okazało się że mieszkają blisko  tylko na innej ulicy. To się nazwa mieć szczęście. Uśmiechnęłam niewinnie i oznajmiłam że chce mi się spać i czy mógłby wyjść z pokoju. Z uśmiechem na ustach wyszedł z mojego pokoju. Spojrzałam na zegarek. Była 21. Poczekam jeszcze dwie godziny żeby pan Laufeyson położył się spać. Mam sporo czasu na wymyślanie planu jak zabić tę dwójkę gruchających gołąbków. Jeśli ktoś myśli że ludzie Hi no Hitobito dotrzymują obietnic(czyt. Loki) to jest w dużym błędzie! Ten  idiota nie wiem z kim zadziera.. Nawet się nie zorientuje że jego kochana kapłanka już dawno nie będzie żyła. Minęły te dwie godziny a ja byłam już  gotowa. Po cichu wymknęłam się z pokoju i udałam się do wyjścia z hotelu. Mogłam się teleportować , ale by mnie wyczuli i cały plan poszedł by w łeb. Po za tym spacer na świeżym powietrzu powietrzu dobrze każdemu  zrobi. Już po paru minutach byłam po ich domem. Złapałam za klamkę i lekko pociągnęłam do siebie. Drzwi była zamknięte. Użyłam ognia by stopić ją i cały mechanizm w drzwiach. Otworzyły się bezszelestnie. Weszłam do i zaczęłam po cichu zabijać wszystkich domowników. Najbardziej żałosną osobą, którą miała umrzeć był młodszy brat Hao, chyba miał na imię Yoh. Patrzył się ne mnie dziwnym wzrokiem gdy trzymała na swoich rękach już martwą narzeczoną. Nie był wściekły tylko smutny. Nie wiem dlaczego, ale i tak go zabiłam. Nawet się nie bronił. Żałosne. Weszłam do ostatniego  pokoju. Stał tam wkurzony Hao Asakura. 
-Witaj-powiedziałam uśmiechem na ustach.
Chłopak ze wściekłością chciał mnie zaatakować. Lecz biedaczysko nie zdążyło, bo już moja strzała wbiła się w jego klatkę piersiową. Nagle usłyszałam rozpaczliwy krzyk Aisuaro. Odwróciłam się w jej stronę.
-Witaj Aisuaro-uśmiechnęłam się.
Pokój w którym się znajdowaliśmy w błyskawicznym tempie zaczął zamarzać. Lecz do mnie nie dotarł. Jestem stworzona z ognia i lód mi nie zagraża!  Zrobiłam krok w jej stronę i nagle zamarłam z bólu. Spojrzałam na swój brzuch.Zostałam przebita mieczem. Spojrzałam na niebieskowłosą. Też była zdziwiona. Ale  to nie mógł być Hao! Przecież go zabiłam!!
-Przeliczyłaś się Moeru-usłyszłam głos Lokiego.
-Mój ojciec Ciebie zabije, Loki-i to były moje ostatnie  słowa.
Była tylko ciemność i przeogromny ból.
Aisuaro

14 październik 2009, pod Tokio (ukryty dom Lokiego)

Minęły 4 miesiące odkąd  Moeru zabiła moich przyjaciół i mojego narzeczonego Hao Asakurę a od 6 miesięcy brata Yukiego. Ukrywam się wraz z Lokim w jego domu, które znajdowało się na wsi pod stolicą Japoni. Chłopak mi wszystko opowiedział. Jak to chronił mnie przed Moeru i jej ojcem. Jak ich nie źle wykiwał i oplatał króla wokół swojego palca. Opowiedział mi też że mój Hao miał wizje  swojej śmierci i dowiedział się że Loki jest moim wojownikiem (bo mamy te same znamienia w kształcie płatku śniegu na wierzchu prawej dłoni) i to dlatego się spotkali potajemnie żeby mnie chroni. Oczywiście na początku byłam wściekła na nich, ale później się uspokoiłam. Jestem kapłanką Lokiego. Bierz się stąd że  co 1000 lat księżniczka rasy Fuyu no Hotobi musi odnaleźć swojego przeznaczonego przez los wojownika. Jeśli go nie znajdzie to  straci swoją moc. Wiem że jesteśmy sobie przeznaczeni, ale jest mały problem.  Może jestem nim zauroczona, bo muszę przyznać że jest mega przystojny to i tak kocham Hao. Opowiedział mi że kapłanka musi się związać i stworzyć więź ze swoim wojownikiem jeśli nie chce stracić swoich mocy. Sam Loki powiedział mi że nie musimy się  wiązać jeśli nie chce, ale chociaż żebym byłą obok niego. Siedziałam przy stole w kuchni.
-Loki nie jestem głodna-powiedziałam.
-Powinnaś zjeść chociaż jedną kanapkę-powiedział stanowczo chłopak.
-No dobrze-szepnęłam.
Podał mi kanapkę a ja ją zjadłam.
-Dziękuje Loki-podeszłam do niego i go przytuliłam.
-Nie ma sprawy-odwzajemniła mój uścisk-Teraz idź spać, bo widzę że jesteś zmęczona.
Kiwnęłam głową i udałam się do pokoju. Loki  stał się dla mnie jedynym i najlepszym przyjacielem. Zdziwiona byłam tym że sen szybko nadszedł. 
Byłam na jakiejś przepięknej polance.
-Witaj Śnieżynko-usłyszałam uradowany głos mojego Hao.
Odwróciłam się w jego stronę. Stał przede mną. Cały i zdrowy. Pobiegłam w jego stronę i wtuliłam się w niego. MOGĘ GO DOTKNĄĆ!! Zaczęłam płakać.
-Cii-Hao zaczął mnie uspokajać.
-Jak?!-zapytała niedowierzanie.
Chłopak uśmiechnął się do mnie.
-Ten z góry zgodził się żebyśmy porozmawiali-powiedział z uśmiechem-Ale mam mało czasu, więc muszę się wyrobić.
-O co chodzi-znów zapytałam.
Spojrzał na mnie poważną miną.
-Chce żebyś stworzyła wieź z Lokim.
Nie mogłam w to uwierzyć.
-Nie kochasz mnie?-szepnęłam.
Objął moją twarz swoimi dłońmi.
-Kocham Cię-powiedział-Ale nie mogę ciągle patrzeć jak to wszystko Ciebie niszczy. To jedyny sposób żebyś znów była szczęśliwa. Wiem że się w nim zakochałaś. Po za tym ciągle widzę jak biedny Loki ciągle musi coś odmrażać-powiedział z uśmiechem-Zrób to dla mnie.
-Każdego dnia widzisz co ja robię??-zapytałam zdziwiona.
-Tak-uśmiechnął się.
-I nie jesteś zły że zakochałam się w innym facecie??
-Ujmę to tak-powiedział zamyślony-Gdyby to był jakiś idiota, który chciał by Ciebie tylko wykorzystać to był go zabił nawet jako duch. Ale Loki to w porządku facet i obiecał mi że się Tobą zaopiekuje, więc jest wporzo.
Nagle Hao oberwał ode mnie w twarz prawym sierpowym.
-Au! A to za co-powiedział masując przy tym policzek.
-Za to  ze mi nie powiedziałeś o wizji Twojej śmierci tyko ją przede mną ukryłeś!-krzyknęłam wściekła.
-Przepraszam-powiedział zasmucony-Nie chciałem Ciebie bardziej martwić. I tak już  byłaś bardziej dobita śmiercią Yukiego.
Nagle na moim ramieniu pojawiła się rana.
-Musisz się obudzić, Aisuaro-powiedział Hao-Loki został zaatakowany przez ojca Moeru. Musisz mu pomóc-po czym mnie pocałował.
Obudziłam się cała zadyszana. Nagle usłyszałam kolejny huk. Wybiegłam z pokoju. Rzeczywiście Hao miał racje. Zobaczyłam Króla rasy Hi no Hitobito, który patrzył się  wściekle na Lokiego, a czarnowłosy chłopak leżał mocno ranny na ziemi.
-TY ZDRAJCO!!!!!!-ryknął czerwonowłosy mężczyzna-Myślałem że jesteśmy sojusznikami! A jeśli chodzi o tą niebieskowlosą dziewuchę to i tak ona zaraz nie będzie żyć. Kłamałem. Zabije ją. Lecz będzie umierać w  męczarniach.
-Po moim trupie-powiedział z trudem Loki.
-No właśnie-uśmiechnął się wrednie mężczyzna.
Chciał zadać ostateczny cios, który miał przekreślić życie mojego wojownika, ale mu się nie udało. Moja strzała tkwiła już w jego sercu. Padł już nie żywy na podłogę. Podbiegłam do Lokiego.
-Loki-powiedziałam,
Z trudem się uśmiechał.
-Nie płacz-powiedział kiedy zobaczył moja łzy-Zawsze będę przy Tobie.
Nie-pomyślałam-Nie będzie kolejną osobą którą stracę.
-Kocham Cię-powiedziałam i pochyliłam się nad nim i pocałował go delikatnie.
Gdy się już odsunęłam chłopak siedział przede mną. Cały i zdrowy. Przyciągnął mnie do siebie.
-Też Ciebie kocham-powiedział po czym mnie pocałował.

I tak właśnie Loki Laufeyson stał się moim wojownikiem.
Ale oczywiście nie tylko jego kochałam. Drugą połówką mojego serca ciągle zajmował miejsce Hao.
Ludzie ognia zostali pokonani a my wygnaliśmy wojnę.
Po roku zostałam żoną Lokiego a po dwóch latach matką uroczej dziewczynki o imieniu Rose.
I żyliśmy długo i szczęśliwie(nie wspominając że Loki jako kochany ojczulek uczył moją córeczkę kawałów a ja byłam bardzo często ich ofiarą).

KONIEC 
......................................................................................
W Oto mój wywiad z Ronny

Komentarze

  1. http://media.giphy.com/media/bMLGNRoAy0Yko/giphy.gif
    http://booklikes.com/upload/post/8/9/8940fdecdde023dca8d2a958a57d185d.gif
    http://38.media.tumblr.com/49f420fba6c28a051060541bc408374d/tumblr_ndtde1P7sH1rcji2oo2_500.gif
    Mam nadzieje że te obrazki dobrze obrazują moje wrażenia z czytania.
    KOBIETO!!! JA SIĘ TYM JARAM! JARAM! JARAM! JARAM! JAK LOKI KOCIMIĘTKĄ xD! Mam ochotę to czytać, jeszcze raz, jeszcze raz i jeszcze raz. Tylko szkoda że naszym szamanom się oberwało, ale mniejsza z tym. Uwielbiam tę miniaturkę... bardzo ją uwielbiam. To jest genialne i nie ma słów na opisanie moich uczuć. Ja się dosłownie tym jaram jak joitem.
    Po za tym dziękuję za życzenia i przepraszam za "psucie" twoich planów. Uwielbiam twoje opowiadanie i nie będę się wtrącała w twoją twórczość. Jeszcze raz mówię... ja się tym jaram!
    Pozdrawiam i jeszcze raz jaram się.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ohayo :)
    Zacznijmy od początku, a raczej od końca...
    Katherine: Uspokój się, głęboki wdech!
    Nie potrafię...
    Katherine: Chcesz żebym to powiedziała za ciebie?
    Yhym...
    Katherine: Jak mogłaś zabić Annę?!
    Widzisz Katherine też tego nie rozumiem... Zresztą Anna bardziej pasowałaby do Lokiego.
    Katherine: Jesteś niepoprawna!
    Kto utemperowałby lepiej boga kłamstw od piekielnej Anny!
    Katherine: Jesteś niemożliwa... Ale musisz przyznać Loki i Aisuaro wyglądają uroczo... Ble... Jakich ja słów używam! A Anna z Lokim pewnie zawładnęli by światem... Motyw kapłanki i wojownika jest przyjemniejszy i kojarzy mi się z "Domem Nocy".
    A ty Katherine co myślisz o Lokim? Jara cię?
    *W tym momencie na mojej w twarzy wylądowała woda, którą Katherine przez omyłkę na mnie wypluła*
    Dzięki wielkie. Popatrz ty czarnowłosa, on czarnowłosy, ty masz zielone oko, on ma dwoje zielnych oczu. Jesteście dla siebie stworzeni...
    Katherine: Marcia i Ivy mają rację... Ty nigdy nie byłaś normalna xD
    Choć w tej miniaturce Loki to był taki słodziak <3, że momentami zapominałam, że mamy do czynienia z naszym Asgardczykiem.
    Katherine: W sumie co racja to racja... Ale przez to ta miniaturka jest tak bardzo wyjątkowa :) No i najważniejsze uszczęśliwiła Ivy...
    Od kiedy zaczęłaś się interesować cudzym szczęściem?
    Katherine: Przecież ja zawsze byłam istnym aniołem *błysk w czarnym oku*
    Matko ratuj!
    Czekamy na rozdział! Inaczej wpadamy do ciebie i po tobie!
    Katherine: Mam broń *znów ten błysk*
    Pozdrawiamy i życzymy weny
    Anna-medium i Katherine Owen

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 9

Rozdział 13

Rozdział 10