Rozdział 5
Afrodyta i ch ł opacy stwierdzili ż e musz ą si ę wyspa ć , poniewa ż na 12 jest mój pogrzeb. Wyszli z pokoju, zostawili mnie sam ą . Spojrza ł am na zegarek. By ł a 3.00 rano. Wyj ęł am s ł uchawki i MP3 ze spodni i rzu ci ł am na stó ł . Nagle zrobi ł o si ę ciep ł o . Cholera!-krzykn ęł am w my ś lach . Obróci ł am si ę . Przede mn ą sta ł Zeke. By ł w ś ciek ł y. Zanim zd ąż y ł am si ę zorientowa ć Zeke mocno mnie popchn ą o ś cian ę . Zas ł oni ł mnie swoim cia ł em i zmusi ł ż ebym spojrza ł a w jego oczy . -Czemu mi to zrobi ł a ś -krzykn ął na mnie . Domy ś li ł am si ę ż e nie powiedzia ł am mu ż e niby "nie ż yje". Mo ż na po prostu stwierdzi ć ż e Zeke jest morderc ą chocia ż kiedy ś taki nie by ł . Lecz ma co ś w sobie nad opieku ń czego . -Musia ł am-szepn ęł am . Stara ł am si ę zachowa ć ka mien...