Rozdział 3
Noc była bezchmurna, widać było mnóstwo gwiazd i księżyc w pełni, lecz było trochę wietrznie. Poszliśmy do małego mostku.
Ja oparłam się o belkę a Yoh zrobił to samo.
-Co ty tak zamilkłaś, Alisson?-spytał Yoh.
-Dzisiaj dużo przeżyłam, to wszystko-uśmiechnęłam się.
-Kiepsko kłamiesz-stwierdził.
-Nieprawda.
-Wracasz jutro do szkoły?-spytał.
-Nie, Yoh zostaje tutaj.
-Zostałaś wyrzucona!?-spytał zaszokowany Yoh.
-Uwierz mi, by chcieli mnie wyrzucić, ale nie mogą-uśmiechnęłam się-Można powiedzieć że zrobiłam sobie wakacje na żądanie.
-Dlaczego!
-Jedni chcą żebym została zabita za to co działo się 500 lat temu, inni zaś chcą żebym dołączyła do nich i walczyła po ich stronie. Jedynym,
miejscem w którym mogą mnie znaleźć to właśnie szkoły, więc postanowiłam uciec.
-A co działo się 500 lat temu??-spytał zaciekawiony Yoh.
-Za bardzo jesteś ciekawski, Yoh-uśmiechnęłam się.-Dowiesz się we właściwym czasie.
-Jest późno-stwierdził-Powinniśmy już wracać.
Kiwnęłam głową.
Byliśmy już w domu. Yoh powiedział mi "dobranoc"
i poszedł do
swego pokoju. Weszłam do swojego
pokoju i spojrzałam na
zegarek. Była 23.00.
Pójdę jeszcze się po spacerować-pomyślałam.
Wyszłam z domu. Spacerowałam bocznymi uliczkami w
centrum miasta. Nagle zrobiło się gorące.
-Nie-pozmyślam-Nie mógł tak szybko mnie znaleźć!?
-Kopę lat, Alisson-usłyszałam głos za swoimi plecami.
-Coś musiałeś długo czekać, Zeke-obróciłam się.
Uśmiechnął się.
-W końcu jesteś sobą a już się bałem że będę musiał Ciebie zniszczyć, kochanie-podszedł do mnie-Potrzebuje
pomocy Alisson.
-Przestań z tymi słodkimi słówkami!-omal nie krzyknęłam.
-Pamiętaj kto Ciebie uratował-oczywiście złośliwy uśmieszek Zeke mnie jeszcze
bardziej powalił.
-Czego chcesz Zeke?-spytałam ze złością.
-Żelazna Dama chce zdobyć potężną moc która znajduje się w podziemiach
Instytutu żeby nas
zniszczyć i nie
tylko nas-dotknął mojego
policzka.
Odsunęłam się i obróciłam się do niego plecami.
-Instytutu pilnują Strażnicy. Nikt nie może się tam wejść bez pozwolenia
Rady Starszych-powiedziałam.
-Chcą ich uśpić-podszedł do mnie i otoczył mnie swoimi rękami i przytulił-A jeśli chodzi o Radę Starszych to oni dawno
zostali uśpieni.
-Kiedy zaatakują?-spytałam po krótkiej chwili.
Nagle usłyszałam, jak dzwony wybijają 12 uderzeń.
-Możemy powiedzieć że dzisiaj o 23.00-odpowiedział Zeke-Zrobimy tak. Każdy z nas weźmie 4 potężnych magów. W całym Instytucie zrobimy
zasadzki. Trzeba ich zabić i Ty o tym wiesz. Gdy to wszystko się skończy każdy pójdzie w swoją strona. A więc jak?
Odsunęłam się od niego i obróciłam się w jego stronę.
-Zgodzę się tylko pod jednym
warunkiem. Jaenny może być tylko pozbawiona magii
nic więcej. Ona ma
przeżyć-powiedziałam stanowczym głosem.
Oby się udało-pomyślałam.
-Niech Ci będzie-powiedział lekko niezadowolony
Zeke.
-I każdy pójdzie w swoją stronę. Nie martw się -podszedł do mnie, pocałował mnie i zniknął. Ja już nie wytrzymałam.
-Zeke, Ty IDIOTO!!!!!-krzyknęłam wściekła.
Na dodatek muszę wpakować w to gówno moich
przyjaciół-pomyślałam wściekła.
Wyciągnęłam z kieszeni Mp3. Włączyłam ją. I tak przez całą drogę do domu uspokajała mnie muzyka. Weszłam do mojego pokoju. Zerknęłam na łóżko. Pepsi słodko spała. Spakowałam potrzebne rzecz i napisałam notkę dla Anny.
"Muszę załatwić parę spraw. Nie będzie mnie prze z 3 dni.
Zaopiekuj się moją Pepsi.
Całusy,
Alisson
P.S.
Radzę kotki nie denerwować. Nie obcinałam ostatnio pazurków."
Karteczkę przykleiłam na widocznym miejscu i
teleportowałam się do szkoły.
Komentarze
Prześlij komentarz