Rozdział 5
Afrodyta i chłopacy stwierdzili że muszą się wyspać, ponieważ na 12 jest mój pogrzeb. Wyszli z pokoju, zostawili mnie samą. Spojrzałam na zegarek. Była 3.00 rano. Wyjęłam słuchawki i MP3 ze spodni i rzuciłam na stół. Nagle zrobiło się ciepło.
Cholera!-krzyknęłam w myślach.
Obróciłam się. Przede mną stał Zeke. Był wściekły. Zanim zdążyłam się zorientować Zeke mocno mnie popchną o ścianę. Zasłonił mnie swoim ciałem i zmusił żebym spojrzała w jego oczy.
-Czemu mi to zrobiłaś-krzyknął na mnie.
Domyśliłam się że nie powiedziałam mu że niby "nie żyje". Można po prostu stwierdzić że Zeke jest mordercą chociaż kiedyś taki nie był. Lecz ma coś w sobie nad opiekuńczego.
-Musiałam-szepnęłam.
Starałam się zachować kamienną twarz, ale mi to się nie
udało.
-Czemu-naciskał.
- Nie czujesz tej mocy-powiedziałam.
Od kilku tygodni czuje czarną magię. Lecz zaczęłam się przejmować dopiero 3 dni temu.
-Jest jeszcze słaba-puścił mnie i odsunął się.
-Nie powinna istnieć. Myślałam że ja zniszczyłeś-stwierdziłam.
-Bo zniszczyłem-syknął-Jeśli chcesz iść na pogrzeb to przecież musisz
zmienić wygląd.
Zamknęłam oczy. Wyobraziłam sobie piękną czarnowłosą dziewczynę. Podeszłam do lusterka, które wisiało na ścianie. Byłam ta dziewczyną , lecz zwykłam magiem wody (czyli miałam znaki tylko na twarzy, a są koloru
niebieskiego). Od razu stwierdziłam że w czarnym mi nie do twarzy. Więc szybko zamieniłam się znów z blondynkę.
Już lepiej-pomyślałam.
-Spotkajmy się o 21 przed Instytutem-powiedział Zeke po czym zniknął.
Co go ugryzło-pomyślałam.
Stwierdziłam że nie chce spać sama to wzięłam MP3, zmieniłam się w czarnowłosą dziewczynę i wyszłam z pokoju. Bez najmniejszych problemów dotarłam do pokoju, który dzieliłam kiedyś z Afrodytą. Zapukałam i cierpliwie czekałam jak podejdzie do drzwi
czy powie: "Proszę". Otworzyła się drzwi a w nich stała Afrodyta.
-Słucham-Afrodyta próbowałam powiedzieć to grzecznym tonem.
-To ja, Alisson. Mogę wejść?-spytałam.
-Jeśli masz kota to za co bym go nienawidziła?-spytała Afrodyta.
-Tak mam kotkę o imieniu Pepsi i nienawidzisz ją za to że raz za razem kiedy idziemy
spać ona już dawno śpi w Twoim łóżku.
-Dobra, wchodź-powiedziała Afrodyta.
Weszłam do pokoju i usiadłam na swoim łóżku. Kiedy Afrodyta zamknęła drzwi i zasłoniła żaluzje w wszystkich oknach, zmieniłam się znów w blondynkę. Przyjaciółka spojrzała na mnie z złośliwym uśmieszkiem.
-Widziałaś się z Zeke'iem?-spytała.
-A ty skąd wiesz. Jasnowidzem nie
jesteś-powiedziałam.
-Masz czerwone tęczówki. A dzieje się tak , gdy używasz magii lub spotykasz się z
Zeke'iem-uśmiechnęła się złowrogo-O co chodzi tym razem?
-Zbiórka o 21 przed
Instytutem-powiedziałam-A tak po za tym jestem Twoją daleką kuzynką Samantą.
-Ok. No to dobranoc-powiedziała Afrodyta.
-Dobranoc-odpowiedziałam.
Nie minęło 5 do 10 minut ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę-usłyszałam poirytowany głos Afrodyty.
Usłyszałam kroki i zaskoczenie przyjaciółki.
-Jeanny?! Co ty tutaj robisz?
-Przyszłam złożyć Ci kondolencje-powiedziała za spokojem Jeanny.
Dobrze że zakryłam się kołdrą aż po sam czubek głowy.
Oddychaj spokojnie-rozkazałam sobie.
Szybko zmieniłam się w czarnowłosą dziewczynę.
-Co się dzieje, Afrodyto-wysunęłam się z pod kołdry, udając przebudzoną-Kim jesteś?-spojrzałam na Jeanny.
-A ty kim jesteś?-spytała srebrnowłosa.
-Jeanny to jest Samanta, moja daleka
kuzynka-powiedziała Afrodyta.
-Posłuchaj mnie-wstałam z łóżka i podeszłam do Jeanny-Afrodyta jest tym już zmęczona. Ledwo co się trzyma a ja nie mam już siły ją znów pocieszać. Rozumiem że je współczujesz, jak
każdy, ale mogłaś zrobić to później, a nie teraz co przed 10 minutami ją uspokajałam.
Jeanny dziwnie spojrzała na mnie.
-A ty kiedy przyjechałaś?-spytała.
-Wczoraj popołudniu, lecz tutaj dopiero o północy. Jeśli chcesz wiedzieć-spojrzałam na Jeanny.
-Przepraszam za to pytanie-powiedziała-Naprawdę Ci współczuje Afrodyto i
dobranoc-wyszła z pokoju.
Afrodyta zaczęła liczyć na palcach gdy skończyła to powiedziała:
-Chrzań się Jeanny-uśmiechnęła się.
Po 3 sekundach zaczęłyśmy się śmiać.
-Zmień się w blondynkę, bo w
czarnych Ci nie pasuje-powiedziała Afrodyta.
I się zmieniłam.
-Dobranoc, Afrodyto-powiedziałam i podeszłam do łóżka.
-Dobranoc-odpowiedziała Afrodyta.
I poszłyśmy spać.
Usłyszałam śpiew ptaków. Obudziłam się i spojrzałam na zegarek. Była 7.30 rano. Zerknęłam na przyjaciółkę. Jeszcze spała. Wstałam z łózka, poszłam do łazienki się umyć i przy tym ubrać nowe rzeczy. Miałam na sobie prostą sukienkę do kolan. Na wszelki wypadek zmieniłam się w czarnowłosa dziewczynę. Spojrzałam w lustro.
-No to teraz wyglądam jak śmierć. Trudno-szepnęłam.
Wyszłam z łazienki.
A ta dalej śpi-pomyślałam gdy zerknęłam na Afrodyte.
Była 8 rano. Ktoś zapukał do drzwi. Podeszłam do nich i otworzyłam je. Na progu stał Daniel i Seba.
-Kim jesteś i co tu robisz w pokoju
Afrodyty??-spytał Daniel.
-Może wejdziecie-powiedziałam.
I tak zrobili. Gdy zamknęłam drzwi powiedziałam:
-To ja, Alisson.
-Szi za-powiedział Seba.
Nie każdy pamięta to stare zaklęcia. Od ponad 500 lat nikt
nie używać zaklęć i nawet ich nie pamięta(oczywiście są wyjątki). To zaklęcie pokazuje prawdziwą twarz, gdy nie jesteśmy pewni
czy to ktoś inny się pod nas podszywa.
Zmieniłam się w blondynkę. Oczywiście Znaki na szyj, ramionach aż po końcówki palców pojawiły się całe czerwone.
-Świetne przebranie-stwierdził Seba.
-Afrodyta jeszcze śpi-powiedziałam.
-To czas ją obudzić-uśmiechnął się Daniel.
Podszedł do niej i lekko ją szturchnął.
-Daniel-powiedziała zaspanym głosem Afrodyta.
A po chwili.
-Daniel-krzyknęła i rzuciła w niego
poduszką.
-Dobra koniec zabawy-powiedział Seba.
-Czemu nie jesteście w garniturach-spytała przyjaciółka.
Chłopcy pstryknęli palcami. Ich ubrania
zmieniły się w czarne garnitury.
-My jesteśmy ubrani, a Ty-uśmiechnął się Seba.
-Ali, zmień się w czarnowłosą-powiedziała przyjaciółka.
I po raz wtórny przemieniłam się w Samantę.
-Teraz Alisson jest moją daleką kuzynką Samantą. Jak widzicie jest zwykłam magiem wody bez
dodatkowych Znaków na ciele-powiedziała blondynka.
Ja chce swoje Znaki!!!-krzyczałam w myślach.
-Wygląda jak śmierć, która jest magiem wody -powiedział mag powietrza.
-Dziękuje-uśmiechnęłam się słabo.
-Oprócz Alisson, WYNOCHA!!!!-krzyknęła Afrodyta i rzuciła w nich poduszkami.
Chłopcy wyszli z pokoju.
-Co za maniery-skomentowała przyjaciółka.
Zaczęłam się śmieć. Gdy skończyłyśmy sprzątać pokój a moja współlokatorka ubrała się czarną sukienkę i już miałyśmy wychodzić, nagle do pokoju weszła profesor Kaszmira.
Nauczycielka dziwnie na mnie się spojrzała.
-Kim jesteś?-spytała.
-Jestem daleką kuzynką Afrodyty-powiedziałam.
-No dobrze-powiedziała po krótkim milczeniu-Afrodyto na tej kartce jest wpisane co, kto
robi-i wyszła z pokoju.
Przyjaciółka spojrzałam na papier i zdrętwiała.
-Co jest?-spytałam.
-Zaczynam jako pierwsza. Mam podpalić stos i wyrecytować wiersz Kaszmiry. A ja nie znam tego wiersza. Poza tym nie
wiem kiedy ten stos podpalić.-krzyknęła-Zawsze robił to Zeke, a nie ja. A
jeśli coś schrzanię!! Obciach na całego!!!
-Uspokój się-powiedziała-Ja wiem jak a jeśli o wiersz to ja też go nie znam i tutaj mamy dopiero problem.
Byłam 5 razy na pogrzebach i 3 razy zapalałam stos. To nie jest tak jak u zwykłych ludzi, u nas wygląda nieco inaczej. Kiedyś szkoła magów była tylko jedna na całym świecie. Później Rada Starszych ustaliła że w każdym kraju mają być co najmniej dwie szkoły. W każdej placówce ma być ogród botaniczny. Na
północy ogrody jest wyznaczone miejsce na stos pogrzebowy. Cztery
bliskie osoby zmarłej wystrzeliwują swoje żywioły. To taki symboliczny gest na upamiętnienie zmarłej. Lecz pierw
najbliższa z tych osób podpala pochodnią stos. Każda z czterech osób stoi po
czterech stronach stosu i wtedy wystrzeliwują żywioły. Później Rada Starszych robi to samo a na końcu dołączają się inni uczestnicy. Następnie się rozchodzą. To wszystko odbywa się w nieskazitelnej cichy. Lekcje są do końca dnia odwołane i każdy robi to co chce.
-Pokaż mi tą kartkę-powiedziałam do przyjaciółki.
Podała mi ją.
-Co to jest ten wiersz
Kaszmiry-powiedziała szeptem.
-Jest to wiersz, który napisałaś w
drugim wcieleniu, Alisson-usłyszałam głos Zeke.
Odwróciłam się w jego stronę. Uśmiechał się.
Ciekawe co mu poprawiło humor-pomyślałam-Pewnie moja nie wiedza o drugim wcieleniu.
-Co TY tutaj robisz, Zeke-syknęła Afrodyta.
-Wiem że mi nie uwierzysz, ale potrzebujecie mojej pomocy-uśmiechnął się.
Spojrzałam na przyjaciółkę. Nienawidziła kiedy ktoś ma racje a ona nie. Wyglądała tak jakby miała zaraz się rzucić się na szamana.
-Dlaczego nikt nie słyszał o tym wierszu?-spytałam żeby załagodzić sytuację.
-W ostatnim wcieleniu, gdy Królowa
Ciemności została zniszczona, napisałaś ten wiersz na pogrzeb Afrodyty. Tylko profesor Kaszmira znała wiersz, bo była najbliżej Ciebie gdy go usłyszała-odpowiedział.
-Alisson no to powiedz ten
wiersz-powiedziała przyjaciółka.
-Afrodyto JA GO NIE PAMIĘTAM!!!!-omal nie krzyknęła.
Jak zawsze ponoszą mnie emocje kiedy jestem z Afrodytą-pomyślałam.
-Po za tym moje drugie wcielenie widzę jak przez mgłę i na dodatek nie wiem
dlaczego-powiedziałam ze spokojem.
Spojrzałam na Zeke i Arfodytę. Byli zszokowani.
-Co się tutaj dzieje?!-spytałam.
-Ty jej powiedz Zeke, bo ja nie
potrafię-szepnęła przyjaciółka.
-Ali możesz usiądź-powiedział szaman.
Zapadła cisza.
-Czy ja się w końcu dowiem czy nie-syknęłam.
-W dniu 16 urodzin zostałaś opętana przez potężną demonicę Miko. To właśnie ona jest Królową Ciemności. Nie wiedzieliśmy czy mam szanse Ciebie
uratować, lecz nam się udało. A to że widzisz swoje wspomnienia
jak przez mgłę to wynik zaklęcia który na Ciebie nałożyłem, Alisson. Myśleliśmy że te rzeczy
które były za czasów Królowej Ciemności nie będą potrzebne, więc je zamazaliśmy-powiedział za spokojem Zeke.
-Lecz zaklęcie nie do końca wyszło zamiast wyczyścić wspomnienia kiedy byłaś Królową Ciemności to nasz GENIUSZ wyczyścił Ci wszystkie wspomnienia z drugiego cyklu. Gdy ja
była duszą to oczywiście się jeszcze tym pochwalił-Afrodyta
spojrzała wściekłym wzrokiem na Zeke'a.
Nie wiedziałam co myśleć.
-Zeke dlaczego mi to zrobiłeś?-spytałam.
-Gdybyś wiedziała co robiła kiedy byłaś opętana to byś się załamała, a na to nie chciałem dopuścić-powiedział szaman.
-Sam mi kiedyś powiedziałeś że wspomnienia są ważne a Ty mi je wyczyściłeś-wstałam oburzona-Jak można pozbyć się tego zaklęcia??
-Na pewno tego chcesz?-spytał.
-Tak-odpowiedziałam stanowczym głosem.
Zeke dotknął mojego czoła i poczułam zawroty głowy i zapadła ciemność.
Znalazłam się na polanie.
-Alisson wszystko w porządku?-usłyszałam głos za moimi plecami.
Odwróciłam się. Przed sobą miałam jednego członka z Rady Szamańskiej.
-Wiesz dobrze że nic nie jest w porządku, Zeke-odpowiedziałam.
-Czemu?-zapytał troskliwie.
Podszedł do mnie i dotknął mojego policzka.
-Dobrze wiesz czemu-powiedziałam.
Odsunęłam się od niego i obróciła się do niego plecami.
-Zabijałam tyle istnień-kontynuowałam-A co najlepsze zabiłam Afrodytę. Tego nie mogę sobie odpuścić. Lecz nie tylko ja, prawda?-spojrzałam na Zeke-Mordowałeś ludzi, prawda?!
Obróciłam się w stronę Zeke'a. Widziałam że zrobił się wściekły, lecz szybko się uspokoił.
-Dobrze wiesz jacy są-powiedział ze spokojem-Są chciwi,
aroganccy, zazdrośni i pragną władzy tylko dla siebie.
-A mi się wydawało że to Ty jesteś arogancki-powiedziałam-Boją się tego czego nie znają. To prostu
trzeba im to wytłumaczyć że im nic nie grozi.
-Gdy ujawnisz się jako istota nadprzyrodzona będą chcieli Ciebie zniszczyć, Ali. A na
to nie pozwolę-powiedział.
Po czym mnie pocałował. Gdy się odsunęliśmy od siebie włożył mi pierścionek na mój palc.
-Nie rozumiem czemu go nie miałaś przy sobie-powiedział-Przecież jesteś moja narzeczoną, prawda?
I zniknął. Byłam trochę oszołomiona. Rzeczywiście byłam narzeczoną Zeke'a. W moim
pierwszym wcieleniu gdy miałam 18 lat Zeke'a oświadczył mi się a po 2 miesiącach zostałam zabita.
Spojrzałam na stos pogrzebowy. Ciało Afrodyty
leżało na górze. Po policzkach spływały mi łzy. Poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu.
-Wszystko będzie dobrze-usłyszałam głos profesor Kaszmiry.
-Czasem...
Czasem jest taki czas...
Tyle smutku wzbiera w Nas...
Im bardziej szczęścia czekasz
Im bardziej pragniesz... kochasz
Tym w
Im bardziej pragniesz... kochasz
Tym większa żałość, boleść, płacz
Gdy nastaje smutny smutku czas...
Gdy nastaje smutny smutku czas...
Łzy kapiące jeszcze... z deszczem..
A ju
A już oczy nadziei pełne...
Na lepsze jutro... cieplejsze s
Na lepsze jutro... cieplejsze słowo
Twoje s
Twoje słowo ku mnie nie wypowiedziane
Brak Ciebie i oczu Twych kochanych...
Niech odejdzie ju
Brak Ciebie i oczu Twych kochanych...
Niech odejdzie już zła chwila
Niech odejdzie smutny czas...
Niech nie wraca nawet czasem
Niech omija zawsze Nas...
Niech odejdzie smutny czas...
Niech nie wraca nawet czasem
Niech omija zawsze Nas...*
Czasem jest taki czas...
Tyle smutku wzbiera w Nas...
Im bardziej szczęścia czekasz
Im bardziej pragniesz... kochasz
Tym w
Im bardziej pragniesz... kochasz
Tym większa żałość, boleść, płacz
Gdy nastaje smutny smutku czas...
Gdy nastaje smutny smutku czas...
Łzy kapiące jeszcze... z deszczem..
A ju
A już oczy nadziei pełne...
Na lepsze jutro... cieplejsze s
Na lepsze jutro... cieplejsze słowo
Twoje s
Twoje słowo ku mnie nie wypowiedziane
Brak Ciebie i oczu Twych kochanych...
Niech odejdzie ju
Brak Ciebie i oczu Twych kochanych...
Niech odejdzie już zła chwila
Niech odejdzie smutny czas...
Niech nie wraca nawet czasem
Niech omija zawsze Nas...
Niech odejdzie smutny czas...
Niech nie wraca nawet czasem
Niech omija zawsze Nas...*
Obudziłam się gwałtownie. Spojrzałam na lewą dłoń. Pierścionek był na swoim miejscu.
-Nie musisz nic mówić-usłyszałam Afrodytę-Mówiłaś ten wiersz przez sen. Więc go zapisałam.
Leżałam na łóżku Afrodyty a ona sama siedziała na jego skraju.
-Jak się czujesz?-spytała.
-Dochodzę do siebie-odpowiedziałam-Wiedziałam że coś złego zrobiłam w poprzednim życiu ale nie wiedziałam co.
-Z Zeke'iem nie chcieliśmy Ci o tym mówić bo byś się załamała-powiedziała przyjaciółka-A po za tym za 20 minut odbędzie się pogrzeb. Musimy iść.
Z trudem wstałam z łóżka. Wszystko mnie boli.
-Może zostaniesz?-powiedziała z troską.
-Nie, idę-uśmiechnęłam się słabo.
Dotarłyśmy na miejsce
pogrzebu w 10 minut. Wszyscy już tutaj byli. Kolejne małe ustawiania się które zajęło kolejne 10 minut i wszystko się zaczęło. Gdy Afrodyta prawie skończyła wiersz, zauważyłam zakapturzoną postać. Nie wyglądała na przyjazną osobę. A to nie był jeden z członków Rady Starszych. Gdy wychodziłam z ogrodu zobaczyłam Zeke'a, który z kimś rozmawiał. Ukryłam się pomiędzy drzewami żeby lepiej usłyszeć o czym jest mowa. Lekko się wyłoniłam żeby się przyjrzeć rozmówcy Zeke'a.
-O co chodzi, mistrzu?-spytał chłopak.
Miał jakieś 1,70 wzrostu, krótkie brązowe włosy, był dosyć mocno zbudowany i był magiem
powietrza.
-Czy wszyscy są gotowi?-spytał Zeke.
Przytaknął.
-Dobrze-uśmiechnął się szaman-Każdy z was kiedy skończymy z Żelazną Damą ma wybrać jedną osobę z drużyny Alisson. Macie zabrać ich magię a później zabić. A mi zostawcie Alisson. Stała się zbyt miękka. Już nie jest mi potrzebna.
I zniknęli.
A więc to tak-pomyślałam-Jeśli chcesz wojny Zeke to będziesz ją miał.
I teleportowałam się do tajnego pokoju.
-Chciałaś nas widzieć,Alisson-powiedziała przyjaciółka.
Opowiedziałam im wszystko to co usłyszałam od Zeke'a.
-Wiedziałem że to się to skończy-powiedział Seba.
-Co robimy, Alisson?-spytał Daniel.
-Z sojusznikami Jaenny zabierzcie od
mich magię i pozbawcie ich nieprzytomności-powiedziałam-Spróbujcie się dowiedzieć kto chce was zabić i go powstrzymajcie. A jeśli chodzi o Zeke'a to zostawcie go mnie.
-Dobrze że gdy zabierzemy im magię staną się zwykłymi ludźmi-powiedziała Afrodyta.
-Ale jeśli są też szamanami to nimi pozostaną-powiedział Kamil.
-Zbiórka tutaj o 19. Musimy wcześniej przeczesać teren-powiedziałam-A teraz odpoczywajcie. Czeka na nas ciężka robota.
........................................................................................
Oczywiście wiersz wzięłam ze
strony: http://smutne-wierszyki.humoris.pl/wierszyk/7367/czemu-czemu-ludzie-sa-tacy-smutni-czemu-taki-smutny-jest-swiat-czemu-jest-tak
Rozdziały są coraz lepsze. Teraz to mnie na prawdę zaciekawiłaś. Przez chwilę myślałam, że Hao jest spoko, a tu taka niespodzianka. Niech Alisson nakopie mu do tyłka! Niech popamięta xD
OdpowiedzUsuńCzekam na next
Bardzo dziękuję za przemiłe komentarze.
OdpowiedzUsuńJestem trochę do tyłu ale staram się przeczytać każdy rozdział jaki tu opublikowałaś. Jestem załamana... piszesz lepiej ode mnie xD Rozdział cudowny. Zeke i Alison xD mmmm romansik ^^
z niecierpliwością oczekuję następnego rozdziału <3
Hej! Ten ( tu następują epitety które nie nadają się do publikacji) Hao! Przecież on miał być dobry. A przynajmniej tak dobry, jak dobry może być Hao. Oświadczył się Alisson a teraz co?! W dodatku cały czas ją oszukiwał! No, rozczarowałam się. Wciąż liczę na to, że to jakiś przekręt. Nie będę się już unosić bo mi jeszcze ciśnienie skoczy. Idę dalej. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńHao i dobry............ Dobra przyznaje powinien być dobry ale już nie jest. Mogę ciebie upewnić że to nie jest przekręt.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam