Rozdział 7
Obudziłam się wcześnie rano. Spojrzałam na kotkę, która jeszcze spała. Próbowałam delikatnie położyć Pepsi na materacu tak żeby jej nie obudzić. Lecz mi się to nie udało. Gdy kotka zorientowała się że to ja, zaczęła przytulać się do mojego policzka i głośno zaczęła mruczeć.
-Ta też za Tobą tęskniłam-powiedziałam do kotki.
Mruczenie kotki zawsze mnie uspokajało i tak było tym razem. Lecz nagle kotka zaczęła syczeć. Szybko zorientowałam się dlaczego tak reaguje i położyłam ją na podłodze.
-Wiem, że czujesz moc Zeke-wyjaśniłam-Ale nie ma się czego obawiać. Nikt tej mocy nie będzie korzystał nawet ja bo wiem czym to grozi. A wydaje mi się że kiedyś zrozumie swój błąd. Przynajmniej mam taką nadzieje.
Kicia spojrzała na mnie z lekkim niedowierzaniem.
-Ja idę do łazienki a ty tutaj zostań-powiedziałam. do kotki i wyszłam z pokoju.
Gdy znajdowałam się już w łazience weszłam pod prysznic, odkręciłam ciepłą wodę. Czułam jak wszystkie troski, żale i bóle spływają wraz z wodą. Nagle usłyszałam moją siostrę:
-Alisson!! Myjesz się już od godziny!!!-krzyknęła Anna-Śniadanie stygnie, a ja też chcę się umyć!!!!!!!!!
Westchnęłam cicho. Wyszłam z pod prysznica,
wyczarowałam sobie taką samą sukienkę jak moja bliźniaczka tyle że czerwoną jeszcze przeczesałam włosy i wyszłam z łazienki.
-No w końcu wyszłaś-powiedziała siostra-Śniadanie czeka na dole, później 30 kółeczek dokoła miast. A i jeszcze coś, gdy już skończysz biegać to zajmiesz się treningiem Yoh.
Zrozumiano!?-gdy wchodziła do łazienki trzasnęła drzwiami.
Za co tak się naraziłam Annie-spytałam siebie w myślach.
Zbiegłam do jadalni. Znalazłam na stole miskę ryżu. Zjadłam ją i zmieniłam swoją sukienkę na strój sportowy, czyli lekko za dużą szarą bluzkę z krótkim rękawem z jakimś nadrukiem oraz krótkie szare spodenki oczywiście adidasy i tak zaczęłam biegać. Mam dobra kondycje od jakiś dziesięciu lat, ale zawsze ćwiczę żeby ona mi nie spadła. Nie tylko
jako szamanka ale też jako mag. Skończyłam kółeczka jakieś 2 godzinny z lekką dychawką. Musiałam teraz znaleźć Yoh. Duchy, które Anna
kazała im pilnować szamana powiedziały mi że znajduje się w ogrodzie i ćwiczy medytacji, czyli śpi. Zaśmiałam się i poszłam na wyznaczone miejsce.
Rzeczywiście bruneta znalazłam "medytującego" w ogrodzie.
-Wstawaj żołnierzu, koniec spania-krzyknęłam.
Yoh z zawałem wstał, ale nadal był odwrócony do mnie tyłem.
-Tak jest Anno-powiedział.
-Odwróć się-udałam głos mojej siostry.
Szaman posłusznie wykonał rozkaz. Gdy mnie
zobaczył był zadziwiony i z zszokowany.
-Alisson!-krzyknął-Wróciłaś.
Uśmiechnęłam się.
-Oczywiście, Yoh-powiedziałam-Wróciłam i od dzisiaj Ciebie zacznę trenować
.-Fajnie-uśmiechnął się szaman.
Bardzo-uśmiechnęłam się złowrogo w myślach.
-Yoh-powiedziałam-Trening zaczniemy na Strasznym Wzgórzu.
Brunet kiwnął głową.
-Zróbmy wyścig-powiedziałam-Kto pierwszy na cmentarzu
ten wygra.
-A może mały zakładzik-uśmiechnął się Yoh.
-W porządku-powiedziałam-O co chcesz się założyć?
-Jeśli ja wygram to dostanę tuzin cheeseburgerów i
Anna będzie patrzeć jak ja je jem i mi ich nie zabierze-uśmiechnął się marzycielsko.
-A jeśli ja wygram-uśmiechnęłam się złowrogo-To zrobisz cały trening Anny i mój
bez żadnego stękania od jutra.
Yoh spojrzał na mnie z zszokowaną miną.
-A o czymś zapomniała-znów się uśmiechnęłam-Wszystkie sztuczki dozwolone. Zaczynamy od teraz.
Szaman stał jeszcze chwilkę i ruszył w stronę Strasznego Wzgórza. Ja
spacerkiem wyszłam z domu i teleportowałam się na wyznaczone miejsce. Czekałam jakieś 10 minut i na horyzoncie pojawił się brunet. Wszedł do mnie i powiedział:
-To nie feair. Możesz się teleportować.
Uśmiechnęłam się.
-To po co się zakładałeś-powiedziałam-Jeśli pokonasz mnie w dzisiejszym treningu to odwołam zakład. Zgoda?
-Zgoda-powiedział-Co mam robić?
Wyczarowałam dwa drewniane miecz.
-Trzymaj-rzuciłam mu jeden z mieczy-Chce zobaczyć z jaką precyzją uderzasz przeciwnika.
Zanim to zrobisz musisz dobrze przemyśleć wszystkie ataki i ruchy. A Twoim celem będę ja. Dzisiaj nie będę Ciebie atakować, ale będę się obronić. Powiedz kiedy będziesz gotowy. A i bez kontroli ducha. Chcę zobaczyć czego nauczył Cię Twój Duch.
Podeszłam do drzewa i oparłam się o niego. Spojrzałam na Yoh. Był spokojny a za razem opanowany.
-Jestem gotów-powiedział.
Odeszłam od drzewa i czekałam na atak. Yoh zaatakował mnie z prawej strony. Odparłam atak. Chłopak odsunął się kilka kroków od mnie. I znów zaatakował ale tym razem od lewej strony, oczywiście odparłam. Jego ruchy były do przewidzenia, może trochę lekko płynne ale to i tak za mało.
-Na tyle Ciebie stać, Yoh?-spytałam-To za mało żeby mnie pokonać. Musisz coś wymyślić. Pamiętaj co Ci powiedziałam.
Nagle niespodziewanie chłopak zaatakował od góry z
lekkim trudem odparłam atak. Nagle poczułam że podstawił mi nogę a następnie spadłam na ziemie.
-Wygrałam!!-krzyknął Yoh.
-To nie faire, Yoh-powiedziałam-Podstawiłeś mi nogę.
Szaman pomógł mi wstać.
-Sama powiedziałaś:"Wszystkie sztuczki dozwolone".
Chociaż to wbrew nauką dziadka.-uśmiechnął się.
-Tak jak się umawialiśmy, odwołuje zakład-powiedziałam z uśmiechem-A to była tylko rozgrzewka.
-Co!!! ROZGRZEWKA!!!!
-Tak, rozgrzewka-powiedziałam ze spokojem-To co nauczył Ciebie
Amidamaru jest dobre, ale nie sprecyzowane. Twoje ruchy da się przewidzieć i one nie są płynne, Yoh. A tak nie powinno być, ponieważ każdy mógłby Ciebie z łatwością pokonać.
-Aha. Czego chcesz mnie nauczyć?
-Wszystkiego, Yoh, wszystkiego-uśmiechnęłam się.
-A skąd o tym wszystkim wiesz ?-spytał.
-Ma się te lata-uśmiechnęłam się- W moim pierwszym cyklu uczyłam się wszystkich technik walki i opanowałam aż do mistrzowskiego stopnia. Więc gdzie Ty popełnisz błędy a nie Amidamaru.
-Zaczynamy teraz?-spytał znowu.
-Nie teraz, ponieważ za 15 minut będzie obiad
więc powinniśmy się już zbierać. Zaczniemy po obiedzie też tutaj.
-To miło że zaraz obiad bo zgłodniałem-uśmiechnął się.
Zaśmiałam się.
-Dobra idziemy do domu-powiedziałam.
Yoh znów chciał zrobić wyścig ale już się nie zakładał. Wiadomo kto wygrał. Oczywiście ja. Chłopak był za mną jakieś 30 metrów. Wpadliśmy do jadalni, zjedliśmy obiad i znów trenowaliśmy na
Strasznym Wzgórzu. I tak minął dzień, w spokojny dzień. Nawet zasnęłam spokojnie.
Rozdział genialny :)
OdpowiedzUsuńNo ja na miejscu Yoh bym się nie zakładała xD
I to jeszcze o taką stawkę xD
Mam nadzieję, że szybko napiszesz kolejny rozdział, bo nie mogę się doczekać:)
Pozdrawiam Mayumi
To tylko brak weny twórczej, po prostu pisałam co mi przyszło do głowy.
UsuńWidzę, że Alisson ma równie mordercze podejście do treningów co Anna. Jest naprawdę potężną szamanką. Potrafi przewidzieć ruchy przeciwnika, ma ogromne doświadczenie i doskonałe umiejętności. Myślę, że jest w stanie stanąć naprzeciw Hao, dlatego liczę, że w przyszłości będą mieli okazję powalczyć. :D
OdpowiedzUsuńCo do strony technicznej tekstu - jest sporo błędów: powtórzenia (np. kotka), brak interpunkcji (w tym przypadku przed "bo", "że", "a następnie", "więc" ect.).
Okej, zabieram się za kolejny rozdział, bo widzę, że wena twórcza dopadła Cię w tym październiku! :D
Bardzo dziękuje za pokazanie mi błędów, ponieważ bardzo mi w tym pomagasz. Mam nadziej że nie rozczarowałem Ciebie z tymi błędami....
UsuńOczywiście, że nie. :D Gdybym przy czytaniu opowiadań miała z nich rezygnować, patrząc tylko na błędy, byłoby to śmieszne. Dlatego cieszę się, że się nie zrażasz i starasz się poprawiać. :)
UsuńPS Zapraszam na mojego bloga - nowy rozdział!
Cóż, jednak genów Anny nie da się tak zignorować. Widocznie pod tym względem są takie same. Ale i tak Alisson jest jakaś bardziej... ludzka. Tak, to dobre słowo. Trudno powiedzieć, żeby Anna był miłą osobą. Widziałam, że Yuna pokazała Ci błędy, za co jestem jej wdzięczna. I jeszcze czy skoro Alisson jest tak mocna, to da radę zawsze pokonać Hao? W końcu on jest jednak jednym z najsilniejszych szamanów jacy chodzili po ziemi. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńAnna jest taka sama jak moja najlepsza przyjaciółka. Gdy się o mnie martwi to wrzeszcz na mnie tak samo działa w drugą stronę. Rzeczywiście Alisson jest bardziej ludzka :) A to że jest potężną istotą i może pokonać Hao lecz tutaj jest problem. Jest zbyt zakochana w nim żeby go zabić.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam