Miniaturka Anny i Yoh
Ogłoszenia
parafialne:
1. Z prośby a raczej
błagania Anny-Medium postanowiłam stworzyć miniaturkę o Annie i Yoh.
2. To nie jest
miniaturka którą zawsze pisałam to odrębna może i nie realistyczna powieść.
3. Jak to powiedziała
Katherine ma być rzyganie tęczą ale to będzie podwójne rzyganie tęczą ale
nie powiem dlaczego. Przeczytajcie a sami się dowiedzie.
4. Zapraszam i życzę miłego
czytania.
-Daj spokój-uśmiechnęła się
Alisson-Zaraz pójdziemy na ten trening. Daj tylko dokończyć śniadanie.
Przyjrzałam się dokładnie
siostrze. Miała na sobie swoje ulubione szare krótkie spodenki i swoją szarą
bluzkę na ramiączkach.
-Macie dwie minuty na
dokończenie śniadania-powiedziałam stanowczo i zabrałam się do jedzenia
mojego posiłku.
Te dwa lenie
rzeczywiście skończyli swoje śniadanie w wyznaczonym
czasie. Co o dziwo, widzę to po raz pierwszy.
-Dobra, to my już
idziemy-uśmiechnęła się siostra-Anno,przyjdź za półtora godziny na Straszne
Wzgórze. Chciałabym się pochwalić treningiem, który wyznaczyłam dla Yoh.
-Zobaczę-powiedziałam.
Dziewczyna
uśmiechnęła się i wyszła. Kiedy skończyłam swoje śniadanie to
poszłam oglądać swoje ulubione telenowele. Po jakimś czasie usłyszałam
miauczenie kota. Spojrzałam się za siebie i zobaczyłam kotkę mojej
siostry. Pepsi podeszłam do zegara, który stał obok telewizora i zaczęła się o
niego ocierać. Dopiero wtedy przypomniałam sobie o prośbie Alisson. Wstałam
więc i udałam się na Straszne Wzgórze. Stałam przy wejściu
na cmentarz i spojrzałam na górę. Nikogo tam nie było. Twierdząc że
oślepłam, udałam się tam na miejsce.
-Rzeczywiście ich
tutaj nie ma-powiedziała wściekłam , kiedy tam dotarłam.
Lecz po chwili zobaczyłam
że na gałązce drzewa jest przywiązana białą wstążką, biała róża
z moim imieniem i nazwiskiem. rozwiązałam kwiat z gałęzi i
przeczytałam kartkę.
Droga Anno.
Przepraszam Cię że musiałaś taki kawał przejść i nas tutaj nie znaleźć. Jesteśmy w hotelu Len na
siłowni. Prozę Cię żebyś tam poszła .
Yoh
I mam tyki kawał dygać!!!!!!!-pomyślałam wściekła-No nic. Jak ich dorwę to pożałują że w ogóle się urodzili!!!!
Nie mają innego wybory musiałam udać się do Lena. Oczywiście wzięłam ze sobą tą różę. Szłam długimi ulicami. Już myślałam jakimi obdarzyć tą przeklętą dwójkę różnymi torturami. Po chwili dotarłam na miejsce.Weszłam do siłowni i zobaczyłam fioletowawego
chłopaka. Podeszłam do niego.
-Hej Len-uśmiechnęłam się-Widziałeś czasem Alisson i Yoh??
-Byli ale tylko na chwile-zamyślił się-Kazali Ci to przekazać-i podał
mi białą różę z karteczką-Masz to przeczytać.
Ciekawość mnie zżerała, szybko otworzyłam kartkę i przeczytałam.
Hej Anno :)
Nie znalazłaś nas w siłowni?? No
cóż tak bywa :) Śpieszyło nam się. Pamiętasz ulubioną lodziarnie
Yoh , którą później
zabroniłaś do niej chodzić. Otóż tam właśnie jesteś. Bądź tak łaskawa
u chodź do nas. Ochłoniesz przy
tych lodach :)
Całuski
Alisson :)
JA MAM PRZY
NICH OCHŁONĄĆ!!!!!!!!!!-pomyślałam wściekła.
Wzięłam róże i bez słowa wszyłam z siłowni. Szybkim krokiem udałam się do lodziarni. Gdy dotarłam na miejsce, zobaczyłam że znów ich nie ma.
TO SIĘ DOIGRALI!!!!!!!!!!!!!!!!-krzyknęłam w myślach.
-Panienko-usłyszałam.
Odwróciłam się w stronę głosu i zobaczyłam że przede mną stoi przemiła staruszka.
-Słucham-próbowałam się uśmiechnąć.
-Przyszedł do mnie młodzieniec-powiedziała-I prosił żeby Ci to przekazała.
Podała mi białą róże a do niej była karteczka przywiązana. Bez namysły otworzyłam ją i przeczytałam:
Cześć Anno :)
Trochę poganiałaś po mieście, co
Anno ????? No widzisz trochę wychudniesz :)
Teraz wiesz jak ja się czuje robiąc podwójne treningi wraz z Yoh. Na pewno jesteś już tym zmęczona. Niech Ci będzie. Nie będziemy już się z Tobą bawić w chowanego, bo robi się ciemno. Jesteśmy przy wyjściu na plażę. Na 100%.
Do zobaczenia
Alisson :)
Mówi się że do trzech razy sztuka. No niech im będzie. Wzięłam róże i poszłam na plaże . Gdy tam dotarłam...
-ZNÓW ICH NIE
MA!!!!!!!!!!!!!!!!-krzyknęłam.
-Anno?-usłyszałam głos Yoh.
Odwróciłam się w jego stronę.
-Yoh....
-Za nim znów zaczniesz krzyczeć to pozwól mi wytłumaczyć-powiedział stanowczo, przerywając mi.
Przytaknęłam.
-Po pierwsze-tym razem się uśmiechnął-Zostaniesz moją Walentynką- i wyciągnął za pleców wielki bukiet róż.
Spojrzałam na niego zszokowaną miną i z otwartymi ustami.
-Rozumiem, jeśli nie będziesz chciała-Yoh zaczął się załamywać.
Lecz ja szybko wzięłam do reki bukiet.
-Yoh, ja nie wiem co powiedzieć. Zaskoczyłeś mnie-uśmiechnęłam się-I tak zostanę Twoją Walentynką.
Chłopak był tak uradowany, że objął mnie w
pasie i pocałował w policzek. Nie wiem dlaczego nie przywaliłam mu w twarz.
Pewnie byłam jeszcze w szoku. Lecz po chwili Asakura wysunął się z
objęć, stanął za mną i zasłonił swoimi rękami moje oczy.
-Mam dla Ciebie jeszcze
jedną niespodziankę-powiedział-Pójdziesz przez cały czas prosto aż nie powiem
STOP.
-A jeśli się
przewrócę??-powiedziałam niepewnie.
-Nie pozwolę żebyś
upadła-szepnął mi do ucha-Zaufaj mi.
Nie miałam innego wybory
jak mu tylko zaufać. Szał tak jak mi mówił.
-STOP-usłyszałam.
Stanęłam. Yoh odsłonił mi oczy. Zobaczyłam duży koc, na środku dwie zapalone świece, obok
nich koszyk piknikowy, dwa kieliszki i szampan. A noc była piękna. Nieba bez chmur i pełno gwiazd
na niebie.
-Yoh to wszystko dla mnie?-powiedziałam zaszokowana.
-Oczywiście że dla Ciebie-uśmiechnął się.Po czym nagle spoważniał. Wziął mnie za ręce i spojrzał mi głęboko w oczy-Anno. Zawsze mi na Tobie zależało. Kiedy jechałam do Dobie zawsze o Tobie
myślałem. Wiem że od dziecka jesteśmy zaręczeni ale ja muszę to
powiedzieć. Kocham Cię Anno i nigdy nie przestanę.
Byłam po raz któryś w
wielkim szoku. Też zakochałam się w Yoh ale nie dałam po sobie tego poznać.
-Ja też Ciebie kocham, Yoh-powiedziałam nieśmiało.
Uradowany chłopak objął mnie w pasie, przyciągnął do siebie i pocałował mnie delikatnie w usta. Lecz później pocałunek się pogłębił. Nagle brunet odsunął się ode mnie, zmartwiony.
-Co się stało, Yoh?-zapytałam.
-Chodzi o Zeke'a-powiedział-Chce odejść. Dopiero co odzyskałem brata a on chce odejść. Pewnie teraz czaka na Alisson żeby się z nią pożegnać.
-Moja siostra nie dopuści żeby ją i Ciebie zostawił-powiedziałam stanowczo.
-Mam nadzieje-wziął mnie za rękę i zaprowadził do
koca.
Szłam drogą powrotną do domu, zmęczona. Pomóc Yoh w przygotowaniu randki na walentynki i wyciągnięcie mojej siostry od telewizora, wymagało to dla mnie sporego wysiłku. Byłam niedaleko domu, gdy spostrzegłam że jakaś postać stoi przed bramą. Podeszłam bliżej i zobaczyłam Zeke'a. Serce mi przyspieszyło. Słyszałam że się zmienił i to dzięki Yoh. Tak dawno go nie widziałam.
-Zeke-powiedziałam niepewnie.
-Dobry wieczór, Alisson-lekko się uśmiechnął.
-Słuchaj. Zapada noc. Robi się co raz
zimniej-powiedziałam nieśmiało-Wejdźmy do domu i tam sobie porozmawiamy.
-Nie mogę, Ali-powiedział.
Zaskoczył mnie.
-Dlaczego?-zapytałam zdziwiona.
-Przyszedłem tylko na chwilę-zasmucił się-Chce się z Tobą pożegnać.
-CO???-byłam w szoku.
-Mogę Cię znów skrzywdzić. A tego bym nie wytrzymał. Więc żegnaj, Alisson-powiedział, po czym odwrócił się na pięcie i zaczął iść przed siebie.
Nie myśląc nad czym robię, szybko podbiegłam do niego i przytuliłam się. Moja głowa spoczywała na jego plecach
a moje ręce na jego klatce piersiowej.
-Mówiłeś że nie chcesz mnie znów skrzywdzić-powiedziałam zrozpaczona-Jeśli teraz odejdziesz to mnie
stracisz na zawsze nie tylko przy tym mnie krzywdząc.
Poczułam że się odwraca w moją stronę i łapie mnie za podbródek, sprawiając żebym na niego spojrzała.
-Ali-powiedział niepewnie-Ja Ciebie kocham. Tylko boje się.....
-Zamknij się-syknęłam wściekła-Ja też Ciebie kocham, Zeke ale jak tak dalej będziesz bez sensu gadał to chyba przystanę.
Chłopak prysknął śmiechem. Objął mnie w pasie i zaczął całować. Czekałam na ten moment chyba wieki ale
się doczekałam. Asakura wysunął się z objęć i powiedział:
-Przestanę, jeśli dla mnie coś zrobisz.
-Co?-zapytałam zdziwiona.
-Wyjdziesz za mnie???
Uradowana pocałowałam go z całych sił. Gdy się odsunęłam...
-Uznaję że to było TAK-brunet zaśmiał się.
(Już) narzeczony wziął mnie na rękę i zaniósł do domu.
Wzruszyłam się czytając tę miniaturkę.
OdpowiedzUsuńA już myślałam że Yoh to śmierdzący leń, a tu zrobił swojej dziewczynie taką niespodziankę. Piknik na plaży pod gołym niebem. Istna słodycz. Dosłownie i w przenośni.
A Gdy czytałam część o Hao to myślałam, że zdurniał do reszty. Chciał zostawić nie tylko Yoh, ale przede wszystkim Alisson. Nie wiedziałam co myśleć, lecz końcówka mnie zaskoczyła.
Hao: A ty myślałaś że ją zostawię a tu taki zaskok *odezwał się triumfalnie*
Fakt zaskoczyłeś mnie, ale pytanie tylko gdzie jest pierścionek zaręczynowy!? *Autorka robi wredny uśmiech*
Hao: Eee....
BAKA!
Tak czy siak... notka świetna i chcę więcej.
Pozdrawiam.
Ojejku jakie to słodkie :)
OdpowiedzUsuńAż łza mi się w oku zakręciła.
Myślałam, że Yoh nie jeste romantyczny, a tu taka niespodzianka. Moim zdaniem piknik na plaży pod gołym niebem to najlepszy pomysł na randkę. A pomysł z tymi różami był genialny. Piękny był też moment z Alisson i Hao to było takie cudowne. Podsumowując rozdział był cudowny :)
Ohayo :)
OdpowiedzUsuńKatherine: No w końcu Anna-medium znalazła czas!
A ty to niby co?! Sama gdzieś się włóczyłaś od trzech tygodni. Ja wracam z Estonii, a panny Katherine nie ma!
Katherine: Ja w odróżnieniu od cb spełniałam swoje obowiązki!
A ja to niby co?!
Katherine: Trzeba było się nie godzić na akademie!
A weź się!
Katherine: Anna jest zachwycona, bo...
Przeczytałam w twoim poprzednim LBA, że mój blog przeczytałaś jako pierwszy!
Katherine: Biedna... Pod jarała się...
Jak tym klejem, no wiesz o czy mówię xD
Katherine: Ale ja nwm!
Trzeba było być dwie godziny temu :D
Katherine: Co do miniaturki...
Serio, aż tak błagałam xD
Katherine: Serio... Biednej Marci żyć nie dałaś...
Przepraszam... Ale w ten sposób dostałam to co chciałam :D
Katherine: I serio porzygałam sb tęczą xD
Hahah... To było takie kochane. A myślałam, że dla Yoh liczy się tylko jego własny brzuch.
Katherine: Ale musiałaś dodać Ha...
Dzięki Bogu połączyłaś Hao i Alisson! To było piękne!
Katherine: Nie!
Wiesz, co Katherine, myśl sb o chcesz, ale Hao jest kochany <3
Czekamy na next
Pozdrawiamy i życzymy weny
Anna-medium
No witam:). Wreszcie weszłam na twojego bloga:).
OdpowiedzUsuńDan: Strasznie długo się z tym ociągałaś-,-
Elz:Oj zamknij się Dan i daj mi pisać koma!
No, no, no Yoh i Alisson nieźle daj Annie popalić. Naprawdę. Ja nie wiem czy dałabym tak radę biegać po całym mieście.
Dan: Nie dałabyś-.-
Elz: -..-
No, ale niezłą jej niespodziankę sprawili, szkoda że postacie z mojego opowiadania nie są tak romantyczne ;-;
A Hao i Alisson? Kocham od dziś ten paring!
Ale na serio, kiedy tak oni ze sobą rozmawiali...to było takie piękne, wzruszające i ogólnie boskie!
Czekam na dalszy ciąg:)).
Pozdrawiam:))