Rozdział urodzinowy dla Anny-Medium

Dzisiaj urodziny obchodzi Anna-medium. Z tej okazji życzę Ci wszystkiego naj naj naj. Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale właśnie byłam zajęta tą miniaturką. Nie przeciągając zapraszam do czytania.
................................................................................

Postacie:

Elizabeth Snow

Wiek: 18 lat (drugie wcielenie)
Rasa: Człowiek-Wiedźma
Zawód: Łowca Demonów 

Katherine Owen

Wiek: 515 lat
Rasa: Pół-człowiek (niepraktykująca Wiedźma) pół-demon
Zawód: Dowódca Łowców Demonów

Henry/ John Owen

Wiek: 519 lat
Rasa: Pół-człowiek pół-demon
Zawód: Brak

Carol Vasai

Wiek: ?
Rasa: Człowiek
Zawód: Łowca Demonów

Królowa Mary 

Wiek: 1005 lat( Wygląd 8-latki)
Rasa: Demon
Zawód: Królowa Demonów

Rok 1517, Londyn

      Stałam nad przepaścią. Nie wiem jak mogłam wytrzymać bez niej i z cholernym poczuciem winy.
      Dlaczego musiałam się słuchać tej przeklętej demonicy! Za każdym razem jak sobie ją przypomnę, mam ochotę ją zabić. To ona zniszczyła moją przyjaźń z moją ukochaną siostrzyczką.
      Do teraz nie wiem, gdzie jest moja przyjaciółka. Boje się, że coś mogło się jej stać.
      Nigdy sobie tego nie wybaczę...Nigdy!
      Skoczyłam, a gdy spadałam to myślałam o jednym.
      Wybacz mi........ Katherine.

515 lat później...

      Nie powinnam żyć. Lecz Wyrocznia miała inne plany. Uczyniła ze mnie jedyną wiedźmą, która może żyć wiecznie, a jeśli ginie to odradza się po 17 latach. Zanim jednak to nastąpiło, moja dusza musiała czekać, aż 497 lat, żeby się narodzi i stać się tą przeklętą wiedźmą.
      Cieszyłam się z jednego.  Wciąż byłam Łowcą i mogłam dokonać zemsty.
      Żyje sama na tym okrutnym świecie. Moi drudzy rodzice zginęli  w wypadku samochodowym, kiedy miała 6 lat. Od tamtej pory mieszkam sama i pracuje na swoje utrzymanie. Kochałam ich jak pierwszych rodziców. Nigdy się nie dowiedzieli kim się stałam. Byli zwykłymi ludźmi. Potajemnie uczyłam się magii i przypominałam sobie techniki Łowcy z pierwszego wcielenia.
      Ledwo wiąże koniec z końcem. Praca, szkoła, nauka magi i polowania na demony. Dobrze, że żaden Łowca mnie nie zna. Sama jestem szefową własnego życia i swoich decyzji, a nie muszę się pytać o każdą drobnostkę Głównego Dowódcy Łowców. Oczywiście pomijając mojego szefa z pracy, gdzie jestem kelnerką w kawiarni.
      Nazywam się Elizabeth Snow i tutaj przeżyjecie wraz ze mną  moją historię drugiego wcielenia.

03 Grudzień 2014r., Londyn

      Usłyszałam dźwięk budzika. Była 6.30 rano. Wzięłam budzik do ręki i rzuciłam go o ścianę. Jak ja  nienawidzę poniedziałków! Znów muszę się użerać z bez mózgami w szkole.
      Spojrzałam na biały sufit. Mieszkałam w malutkim mieszkaniu w bloku. Wiedziałam, że muszę wstać, ale byłam tak zmęczona pracą, że nie chciało mi się iść.  Z drugiej strony nie chciałam robić sobie zaległości, a to ostatnia klasa w liceum, więc jeszcze wytrzymam. Wstawiam z łóżka i udałam się do łazienki. Spojrzałam w lustro.
Masz 18 lat...dasz radę-pomyślałam-Wytrzymasz z tymi ludźmi.
      Moje rude włosy wyglądały jak po przejściu huraganu...Świetnie. Wzięłam szybki prysznic. Ubrałam białą bluzkę, dżinsy i czarne glany. Z włosów zrobiłam wysoki kok i poszłam do kuchni zrobić śniadanie.  Gdy już zjadłam kanapki to wzięłam plecak, ubrałam zimowy czarny płaszcz i tego samego koloru szalik i udałam się na przystanek autobusowy.
      Padał śnieg i to dość mocno, ale mi to nie przeszkadzało. Lubiłam zimę. Czekając na przystanku na autobus (który już się spóźniał) wyczułam dziwną, ale i znajomą energię. Już chciałam sprawdzić, kto to taki, ale przyjechał ten cholerny bus i musiałam do niego wsiąść.
      Usiadłam na ostatnim miejscu pojazdu przy oknie. Gapiłam się mijające budynki, aż do czasu, gdy  przed moimi oczami  pojawiła się moja szkoła. Wysiadłam z autobusu i udałam się do mojej szafki. Włożyłam niepotrzebne książki i udałam się na pierwsze lekcje, czyli matmę. Wszyscy się ze mną zgodzą że matma to ZŁO!!
      Usiadłam w ławce i zaczęłam gryzmolić w zeszycie. Usłyszałam jak nauczyciel wchodzi na sali  i przedstawia nowego ucznia, który ma na imię John . Normalnie się tym bym nie przejęła, ale tym razem było inaczej. Uniosłam wzrok i zobaczyłam blondyna o bardzo jasnych zielonych oczach.
Henry-pomyślałam w pierwszej chwili.
      Ale musiałam szybko wyrzucić tą bezsensowną myśl, ponieważ on nie żyje. I to przeze mnie. Nie powstrzymałam mojego głupiego ojca, przed podjęciem takiej głupiej decyzji.  Straciłam go. A później zrobiłam coś o wiele gorszego.
-Mogę się przysiąść?-usłyszałam męski głos.
      Odwróciłam się w stronę głosu i zobaczyłam tego blondyna.
-Jeśli się jeszcze nie przestraszyłeś plotkami na mój temat to siadaj-powiedziałam po czym wróciłam do gryzmolenia w zeszycie.
      Poczułam jak siada obok mnie. Wiem, że ludzie ode mnie czują coś  tajemniczego i plotkują dziwne rzeczy na mój temat. Lecz ja tym się nie przejmuje. Ludzie są głupi. Nie wiedzą, że istnieją ci, którzy są od nich potężniejsi.
      Blondyn był pół demonem. Wyczułam to. Dziwię się, że usiadł obok mnie. Przecież powinien czuć moją krew Łowcy. Ciągle mnie to tak zastanawiało, aż do czasu, gdy usłyszałam dzwonek na przerwę. Szybko spakowałam się i wyszłam z sali. Przechadzałam się po korytarzach z nudów, czekając na dzwonek na kolejną  lekcje. Teraz powinnam mieć historię. Przerwa minęła całkiem szybko, a ja wraz z dźwiękiem dzwonka udałam się do sali historii. Usiadłam w ławce i czekałam na nauczyciela, gryzmoląc w zeszycie.
      Poczułam, że ON znów siada obok mnie.
-Odpowiem na Twoje pół pytanie-szepnął do mnie-Nie boje się Ciebie.
      Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam mu głęboko w oczy.
-A powinieneś-powiedziałam krótko i wróciłam do gryzmolenia w zeszycie.
-Dzień dobry klaso-nauczyciel wszedł do sali-Dzisiaj omówimy palenie czarownic na stosach.
      Nagle ołówek wypadł mi z ręki.Wspomnienia zaczęły wracać.
      Oczami wyobraźni  widziałam ośmioletnią Katherine,  która bez strachu szła za katem na miejsce swojej śmierci. A ja w uścisku swojej matki, próbowałam się wyrwać, żeby tych ludzi powstrzymać przed zabiciem mojej przyjaciółki. W pewnym momencie Kate się do mnie uśmiechnęła, ale to nie był uśmiech pogardy. Lecz to był miły i wspierający na duchu uśmiech. Wtedy nie rozumiałam i do teraz nie rozumiem, dlaczego to zrobiła.  Gdy kat podpalił stos widziała jak moja przyjaciółka cierpi. Najgorsze było to, że nie byłam stanie jej pomóc. W pewnym momencie Kate wyrosły czarne skrzydła i gdzieś pofrunęła. Od tamtej pory nie wiem gdzie jest.
      Do dziś ta scena wspomnień prześladuje mnie w snach. Ja teraz nie powinnam żyć! A ta głupia Wyrocznia wszystko zepsuła! Nie pomogę jakiejś tam Wybranej! Szczerze mówiąc nawet jej nie szukam. Do szczęścia nie jest mi ona potrzebna. Moim celem jest znalezienie i zlikwidowanie sprawczyni moich dziecinnych błędów.
-Elizabeth widzę, że źle się czujesz-powiedział profesor-Pójdź do pielęgniarki.
       Szybko spakowałam się, wstałam z ławki i wyszłam z sali. Lecz zamiast iść do higienistki, udałam się do łazienki. Gdy byłam już na miejscu  to oparłam się o ścianę i upadłam na podłogę. Zakryłam twarz w dłoniach i gorzko zapłakałam. Trochę minęło czasu zanim się uspokoiłam.
      Nagle  poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu. Uniosłam głowę i zobaczyłam John'a.
-Co TY robisz w damskiej toalecie!?-powiedziałam wściekła.
-Pamiętasz mnie jeszcze, Ell?-zapytał.
      Przyjrzałam mu się dokładnie. We wszystkim wyglądał jak Henry, ale...
-Ty nie żyjesz...-szepnęłam.
      Chłopak dotknął mojego policzka.
-Czujesz to, prawda?-znów zapytał-Nie zginąłem. Jestem cały i zdrowy.
      Spojrzałam mu głęboko w oczy i niespodziewanie walnęłam go pięścią w twarz.
-Też się cieszę, że Ciebie widzę, Ell-uśmiechnął się do mnie, masując policzek.
-JAK MOGŁEŚ!-wrzasnęłam.
      Chłopak mnie przytulił. Nie potrafiłam się długo na niego wściekać.
-Tęskniłam za Tobą-szepnęłam.
      Henry odsunął się ode mnie.
-Musisz mi pomóc, Ell-powiedział-Musisz mi pomóc znaleźć Katherine.
      Wspomnienia znów zaczęły wracać i ten ból. Ból, którego nigdy nie zapomnę.
-Nie pomogę Ci, Henry-szepnęłam słabo.
       Szybko wstałam, wzięłam plecak na ramię i teleportowałam się do mojego domu.

11 Grudzień 2014r., Londyn

      Mija 8 dzień, odkąd spotkałam Henry'ego. Byłam wykończona psychicznie i fizycznie. Nie spałam i mało co jadłam. Ciągle miałam przed oczami płonącą Katherine i błagające oczy Henry'ego, bym pomogła mu znaleźć jego siostrzyczkę.
       Nawet jeśli Kate by żyła i bym ją znalazła...Nie wyobrażam sobie co by się wtedy stało. Wiem jedno, na pewno by mnie znienawidziła!
      Siedziałam pod ścianą, załamana. Nagle usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Podeszła do nich i je otworzyłam. Moim oczom ukazał się Henry. Już mnie nie obchodziło jak mnie znalazł.
-Mówiłam Ci Henry, że Ci nie pomogę-powiedziałam słabo.
-Nie tym razem-powiedział-Łowcy mnie ścigają.
      Bez namysłu chwyciłam dłoń chłopaka i pociągnęłam go do siebie. Zamknęłam drzwi i wypowiedziałam zaklęcie:
-Za dnia i w nocy
 Gdy szukam pomocy
 W sercu i w duszy chroniona
 Z żywiołami zaprzyjaźniona
 Przez wszystkich szukana
 Niewidzialną nazwana
-Rozgość się tutaj, Henry-powiedziałam-A ja idę się odświeżyć.
      Każdego dnia stałą pod prysznicem całe 3 godziny. Czasami  myślałam, że pod nim spędzam całe dnie.
      Ciepła woda zaczęła na mnie spadać, a zaczęłam sporo rozmyślać. Wiedziałam, że prędzej czy później Henry zacznie błagać mnie o pomoc w odnalezieniu Katherine i nie spocznie dopóki się nie zgodzę. Jest też druga opcja, że gdy blondyn się dowie co zrobiłam z Kate, znienawidzi mnie i zacznie jej szukać  na własną rękę.
      Szybko się umyłam i włożyłam na siebie czarną za dużą bluzkę i dresowe szare spodnie. Zobaczyłam jak chłopak ogląda księgi zaklęć.
-Sporo tego masz-powiedział odwracając się do mnie.
-To co mam, to tylko cząstka tego co istnieje w świecie-powiedziałam.
-Ell, ja...-zaczął niepewnie.
-Wiem co chcesz powiedzieć-przerwałam mu-Zanim poprosisz mnie o pomoc, musisz znać całą prawdę, za którą mnie znienawidzisz.
      Spojrzał na mnie zszokowany.
-Tego dnia kiedy ostatni raz się widzieliśmy, to straciłam was oboje-powiedziałam-Tej nocy każdy Łowca wyczuł potężną demoniczną energię, nawet ja. Na dodatek dokładnie wiedziałam kto to. Okazało się, że Katherine zabiła swoją matkę, ojczyma i swoich braci. Weszłam do niej do pokoju. Siedziała skulona w kącie. Bała się. A ja z tryumfem w oczach powiedziałam do niej, że jeszcze spłonie tej nocy. Teraz za te słowa dałabym wyrwać sobie serce. I tak właśnie wydałam na śmierć swoją najlepszą przyjaciółkę. Lecz nie zginęła. W pewnym momencie, gdy zaczęła płonąć, wyrosły jej czarne skrzydła i gdzieś pofrunęła. Od tamtej pory już jej nie wiedziałam.
      Henry złapała mnie za ramiona i przybliżył nas tak, by nasze spojrzenia się skrzyżowały.
-Dlaczego to zrobiłaś!?-powiedział wściekły.
-Zazdrościłam-szepnęłam.
-Co!?-powiedział zszokowany-Miałaś lepiej od nas. Czego tu zazdrościć!?
-Zakochałam się w Tobie, rozumiesz mnie Henry-patrzyłam mu głęboko w oczy-Zazdrościłam Katherine, że  jest jednym oczkiem w Twojej głowie. A  demonica zazdrości Magdalen potęgowała moją słabość. Nie wiedząc co czynię, wysłałam moją przyjaciółkę na stos.
      Chłopak puścił moje ramiona.
-W takim razie musisz ją odszukać i jej to wszystko powiedzieć-powiedział stanowczo-A teraz co do mnie czujesz?
Ciągle mi na Tobie zależy-pomyślałam
-Oto się nie martw-powiedziałam-Dawne uczucia po tylu latach znikają. Niech Ci będzie, pomogę Ci w szukaniu Katherine. Ale ostrzegam, jeśli ją znajdziemy to Ty idziesz się z nią spotkać.
-Nie chcesz się z nią widzieć?-spytał chłopak.
-Ona na pewno mnie nienawidzi. Nie wspominając, że na pewno się zmieniła-powiedziałam smutno.
      Henry przytulił mnie delikatnie.
-Zobaczysz, wybaczy Ci-szepnął mi do ucha i odsunął się ode mnie-Kiedy ostatnio jadłaś? Bo strasznie schudłaś.
-Yyy... nie wiem.
-Zrobię coś do jedzenia-powiedział i poszedł do kuchni.

15 grudzień 2014r., Londyn

      Henry zmusił mnie bym dla niego szukała Katherine. Miałam mieszane uczucia. Z jednej strony brak jakiejkolwiek emocji, a z drugiej cieszyłam się jak małe dziecko. Wraz z blondynem trochę się zdziwiliśmy, gdy dowiedzieliśmy się, że Kate stała się Łowcą.
-Jak Ci idzie-usłyszałam głos zielonookiego za swoimi plecami.
-Ciągle ją szukam-odparłam-Zobaczysz to tylko kwestia czasu, gdy ją znajdziemy.
-Wiem o tym-powiedział po czym postawił mi kubek z kawą-Idę zrobić śniadanie.
-Mi nie rób-powiedziałam-Nie jestem głodna.
-I tak zjesz!-krzyknął z kuchni-W najgorszym wypadku będę zmuszony karmić Cie jak małe dziecko.
-Chyba Ciebie pogięło!-odkrzyknęłam mu i zaśmiałam się w duchu.
      Cały Henry. Zawsze każdemu potrafi podnieść samopoczucie.
      Wczoraj przez mojego kochanego laptopa włamałam się do głównych serwerów baz Łowców, by dostać się do informacji, gdzie teraz obecnie jest Katherine. Do tej pory nic nie znalazłam.
      Nagle pojawiło się coś co wprawiło we mnie osłupienie.
-Henry!-pisnęłam wystraszona.
      Po sekundzie chłopak był przy mnie.
-Co jest?-zapytał.
-Posłuchaj-powiedziałam-Dowódcza Łowców Demonów Katherine Owen skazuje Hikari'ego Shanshi na karę śmierci za sprzeciwianie się rozkazom Głównemu Dowódcy.
      Gdy skończyłam czytać, nastała cisza.
-To nie jest moja Katherine-szepnął henry.
-Pamiętasz jak Ci mówiłam, że przez te lata Kate może się zmienić-odparłam-Wygląd też mogłaby zmienić. Poszukam jej zdjęcia.
      Jestem bardzo ciekawa jak dorwała tą fuchę. Pół godziny zajęło mi znalezienie zdjęcia dawnej przyjaciółki. To co zobaczyłam zszokowało mnie bardziej, niż informacje, którą znalazłam na temat Owen. Na ekranie był obraz dziewczyny mającej 18-19 lat. Miała długo kruczoczarne proste włosy, a jej oczy było podwójnego koloru. Prawe oko było bardzo jasne zielone, a drugie nadnaturalnie czarne. Chociaż rysy twarzy były takie same jak u dawanej Kate, ale reszta nie przypominała mojej przyjaciółki.
-To Katherine?-spytał zszokowany Henry.
-Daj mi pół godziny a zobaczymy-powiedziałam po czym odpaliłam program do przeróbek zdjęć.
      Po dłuższym czasie z czarnowłosej dziewczyny ukazała się Kate, czyli blondynka z kręconymi włosami.
-Henry to jednak nasza Katherine-zawołałam, budząc chłopaka,
      Wstałam od laptopa, ustępliwszy mu miejsca. Lecz nie  usiadł. Podszedł do mnie i złapałam mnie za dłonie.
-Wierze Ci-powiedział-Lecz nie byłem z Tobą do końca szczery.
-Jak to-nie wiedziałam jak zareagować.
-Mam mapę Wrót, którą szuka Wybrana, a dokładniej Dowódca Łowców Demonów.
Czyli Kate jest tą Wybraną-pomyślałam-Cholera!
-To dobrze-odparłam-Kiedy spotkasz się z Kate to przekażesz jej tą mapę. W czym problem?
-Dostałem tą mapę od drugiej siostry-szepnął.
-Drugiej siostry?
-Królowa Mary jest moją siostrą-znów szepnął-Obiecała mi, że odzyskam siostrę za zniszczenie Wybranej.
      Zszokowana odsunęłam się od niego. Jak on mógł to zrobić?! Przecież od dziecka mi i Kate tłumaczył, że chodź by się paliło i waliło, nigdy nie wchodzić w układy z demonami!! NIGDY!!!!!!
      W moim ręku pojawił się pistolet z platynowymi  kulami. Mierzyłam w stronę Henry'ego.
-Daj mi mapę, Henry-powiedziałam stanowczo.
      Chłopak zszokowany a zarazem smutny położył skrawek papieru obok mojego laptopa.
-Wiem, popełniłem błąd-powiedział smutno-Lecz pewnego dnia, gdy Ciebie wyczułem to wiedziałem, że ta obietnica już mnie nie obowiązuje. Zacząłem Ciebie szukać, bo wiedziałem, że mi pomożesz. Przecież jesteśmy przyjaciółmi.
-I w te słowa mam Ci uwierzyć!?-powiedzeniem wściekle.
-Kłamczuszka-usłyszałam dziecięcy głosik.
      Odwróciłam się w stronę tego głosu i zobaczyłam ośmioletnią dziewczynkę o kręconych  blond włosach i czarnych oczach. Królowa Mary we własnej osobie. Zanim  się obejrzałam, zobaczyłam jak mroczna kula energii uderza we mnie. Poleciałam na ścianę tym straciłam przytomność.

Godzinę później


-Ell, Ell, obudź się-poczułam jak ktoś delikatnie mną potrząsa.
      Otworzyłam oczy i zobaczyłam zmartwionego Henry'ego. Czułam, że leże na swoim łóżku. Chciałam wstać, ale przeszył mnie ogromny ból i musiałam pozostać w łóżku.
-Henry, przynieś mi szklankę wody-szepnęłam.
      Chłopak zrobił to o co go poprosiłam. Zamoczyłam palce w wodzie i dotknęłam nimi rany, która znajdowała się tuż nad sercem.
-Co się stało?-zapytałam szeptem.
-Mary się wściekła, że nie chce dotrzymać obietnicy-powiedział-Chciała Ciebie zabić, lecz ja to nie pozwoliłem. Po za tym  przyniosę bandaże, a później pojedziemy do szpitala.
-Nie przesadzaj, Henry-powiedziałam-Jestem wiedźmą. Tą wodę, którą mi dałeś, powinna mi pomóc. Ważne jest to, żebyś znalazł Katherine i zaniósł jej ta przeklęta mapę. Bo niedługo wszyscy będziemy się bić o jakiś głupi kawałek papieru.
-Ell jesteś ranna. Powinienem tutaj zostać-upierał się.
      Złapałam go za koszulę i przyciągnęłam go do siebie, sprawiając, że nasze twarze dzieliły centymetry.
-Od kilkuset lat szukałeś siostry-powiedziałam-Więc rusz ten tyłek i weź tą cholerną mapę. Niedaleko  mojego domu jest Baza Łowców. Tam spotkasz Katherine.
      Chłopak nic nie powiedział tylko pochylił się i delikatnie mnie  pocałował. A gdy się odsunął, jakby nigdy nic, wziął mapę i zniknął szukając swojej siostry.
      Ja zszokowana, gapiłam się w biały sufit. Tylko jedna myśl chodziła mi po głowie... KUŹWA!!
Spojrzałam na zegarek. Za godzinę miałam pracę. Musiałam się szykować do pracy. Na dodatek musiałam opatrzyć tą okropną ranę tuż przy sercu. Później udałam się na przystanek i po dwóch minutach przyjechał mój autobus. W drodze do kawiarni czułam się coraz gorzej, a gdy dotarłam na miejsce to mój szef kazał  mi wracać do domu, ponieważ mogłabym zrazić jego klientów. Zrobiłam to co mi  kazał. Minęło trochę czasu zanim znów znajdowałam się przed moim domem.
      Weszłam do mieszkania i wyczułam dziwną energię. W moim ręku pojawił się pistolet z platynowymi kulami. Po cichu szłam w stronę pokoju. Ktoś był tutaj. Wyłoniłam się za rogiem pokoju i przyłożyłam broń do głowy napastnika. Co ciekawe, włamywacz zrobił dokładnie to co ja. Spojrzeliśmy sobie w oczy i przeżyłam krótki szok. Przede mną stała Katherine. Opuściłam pistolet, lecz dziewczyna trzymała swoją broń tuż przy mojej głowie.
-No dalej Katherine-powiedziałam-Mniej to już za sobą.
      Po dłuższej chwili mierzenia mi w głowę, Kate opuściła rękę z bronią.
-Nie rozumiem czemu Henry kazał mi tutaj przyjść-odparła zniesmaczona.
Dobrze wiedziałam, że Henry częściowo wpłynie na Owen.
-Ja za to wiem dlaczego-powiedziałam i sprawiłam, że pistolet Kate zniknął i złapałam ja za nadgarstek-Pokaże Ci coś  o czym powinnaś wiedzieć.
      Pokazałam jej wszystkie moje wspomnienia i związanymi z nimi emocjami. Gdy już wszystko pokazałam to puściłam jej rękę.
      Twarz dziewczyny nic nie wyrażała.
-Katherine, na prawdę Ciebie przepraszam-powiedziałam smutno-Gdybym wiedziała, że tak się skończy to powstrzymała bym samą siebie.
      Nastała cisza. Katherine patrzyła na mnie z kamienna twarzą. Wiedziałam, że mi nie wybaczy.
      Nagle zaczęło mi się kręcić w głowie. Poczułam jak nogi mi miękką i tracę równowagę. Wtem znalazłam się w czyiś ramionach. Na chwilę otworzyłam oczy i zobaczyłam zszokowaną Kate.
-Czyli naprawdę za mną tęskniłaś, Katherine-zaśmiałam się, a później owładnęła mnie ciemność.

17 Grudnia 2014r., Baza Łowców Demonów w Londynie

      Obudziłam się w nieznanym mi miejscu.
-No patrzcie Śpiąca Królewna w końcu się obudziła-usłyszałam złośliwy komentarz Kate.
-Też się cieszę, że Ciebie wiedzę, Katherine-szepnęłam.
-Zastanawia mnie jedne rzecz-powiedziała nagle-Jak to możliwe, że znów żyjesz? Przecież zginęłaś.
-Odpowiedź jest prosta-powiedziałam-Wyrocznia.
-Wyrocznie nigdy się nie wtrąca-powiedziała lekko wściekła.
-A jednak to zrobiła-odparłam-Odrodziła  mnie, obdarzyła mnie mocą wiedźmy i dała mi zadanie.
-Jakie zadania?
-"Znajdź, uszczęśliw i ocal Wybraną"-zacytowałam Wyrocznie.
-To wszystko?-zapytała zszokowana.
-Najwyraźniej-odparłam-I tak nie szukałam Wybranej.
-Czemu?
-Ważniejsze dla mnie zabicie Magdalen-powiedziałam stanowczo.
-Możemy pomóc sobie nawzajem-odparła nagle.
      Zaczęło mi się to nie podobać.
-To zależy co masz mi do zaproponowania-powiedziałam.
      Nie za bardzo jej ufam. To nie jest moja przyjaciółka. Oprócz imienia i nazwiska wszystko u niej się zmieniło. Tęsknie za starą Katherine. Dlaczego musiałam by aż tak głupia!!
      Kate podeszła do mnie i usiadła na skraj łóżka.
-Ty chcesz zabić Magdalen, a ja demony-powiedziała stanowczo.
-Do czego Ci jestem potrzebna?-zapytałam.
-Potrzebuje Twoich zdolności magicznych-odpowiedziała.
-Niech Ci będzie-powiedziałam zniesmaczona-Ale pod jednym warunkiem.
      Widać było, że Owen to się nie spodobało.
-Jakim?-zapytała.
-Nie będziesz mnie traktować jak swojej służącej-powiedziałam stanowczo-I chce pomóc Ci we wszystkich operacjach.
-Zgoda-odparła-Musisz szybko wyzdrowieć. Jesteś mi potrzebna-i wyszła z pokoju.
      Wiedziałam, że to zadanie, które przydzieliłam mi Wyrocznia, okaże się trudniejsze niż przypuszczałam.


22 Grudnia 2014r., Utajniona Baza Demonów w Niemczech


      Jak na własne zdziwienie szybko wyzdrowiałam i zaczęłam pomagać Kate w jej wielkim planie zagłady demonów.
      W tym momencie uczestniczyłam z jednej takiej misji. Byłam zaskoczona, że Katherine przydzieliła mi dowództwo nad tą misją. No cóż...Tak bywa, jak ktoś wpada na głupie pomysły, a tej inny twierdzi, że to są genialne plany.
      Zadaniem mojego świetnego pomysłu, było sprawdzenie tajnej bazy demonów w Niemczech. Jak donosili moi informatorzy, że istniej coś tak potężnego, że mogło by zniszczyć Owen raz na zawsze. Naprawdę jeste ciekawa, co tym razem te plugawe demony wymyśliły.
      Właśnie kończyłam zabijać ostatniego demona. Kliknęłam na tarcze zegarka, który znajdował się na mojej lewej dłoni. To nie był zwykły zegarek. Ten gadżet był komunikatorem, łączącym wszystkich Łowców na całym świecie. A wymyśliła go sama Katherine.
-Teren cały oczyszczony-powiedziałam do hologramu Owen.
-Szybko Ci to zajęło-odparła-Na pewno to wszyscy?
-Czyli nie tylko mi się wydaje, że za gładko poszło-powiedziałam.
-Może Twoi informatorzy się pomylili-powiedziała.
      Już miałam jej odpowiedzieć, lecz przerwał mi nadnaturalny krzyk.
-Musze lecieć Kate. Mam robotę do wykonania-powiedziałam pośpiesznie.
-Nie mów do mnie K...-i nie dokończyła, bo wyłączyłam komunikator.
      Spojrzałam za siebie i zobaczyłam dziwną istotę. W postaci było widać dwa ciała. W środku znajdowało się  chłopak w mniej więcej w moim wieku, a  powłokę otaczał przerażający potwór.
-Mam pomysł-zawołałam do moich ludzi-Musicie na chwilę odwrócić jego uwagę ode mnie. 
      Wykonali rozkaz. A ja skoncentrowałam się na całej swojej mocy, by uwolnić tego chłopaka. W moich rękach tworzyła się kula
białej magii. Gdy dałam znak, że jestem gotowa, wszyscy się odsunęli, a ja zaatakowałam demona. Po chwili było po wszystkich. Potwór znikł, a nieprzytomny blondyn leżał na ziemi.  Wyczułam w nim krew Łowcy. Podbiegłam do niego i sprawdziłam czy jeszcze żyje. Na całe szczęście oddychał, ale był w ciężkim stanie.
      Nacisnęłam tarczę zegarka i połączyłam się z Kate.
-Jeszcze raz...-czarnowłosa już chciał mnie ochrzanić, ale jej przerwałam.
-Zamknij się i słuchaj-powiedziałam stanowczo-Znasz go?-i pokazałam jej chłopaka.
-Carol!-krzyknęła przestraszona.
Czyli go zna-pomyślałam.
-Ok-powiedziałam-Zaraz będziemy w skrzydle szpitalnym w Londynie. Jest w stanie ciężki. Zwołaj najlepszych lekarzy, którzy tam są-i się rozłączyłam.
      Szybko  teleportowałam się do Bazy. Gdy tam dotarliśmy, chłopakiem zajęli się już lekarze, a Owen złapałam mnie za nadgarstek i wyciągnęła mnie z sali. Myślałam, że jeszcze trochę pociągnie, a mi rękę urwie.
-O co chodzi, Katherine?-zapytałam.
-Oni mu nie pomogą-odparła lekko przestraszona-Musisz mu pomóc. Ulecz go.
-Dobrze-powiedziałam krótko i weszłam do sali.

24 Grudnia 2014r., Baza Łowców Demonów w Londynie

      Trochę mi to zajęło, ale udało mi się uratować Carola, chociaż ciągle leżał nieprzytomny. Właśnie szłam z tacą jedzenia dla Kate. Od dwóch dni nie je i nie śpi. Ciągle czuwa przy nieprzytomnym blondynie. Martwię się o nią.
      Pamiętam pierwsze dni jak tylko wyzdrowiałam. Jednego dnia zrobiłam Kate taką awanturę, że gdy wychodziłam wściekła z sali pokazałam jej środkowy palec. A gdy już złapałam za klamkę od drzwi to usłyszałam huk strzału i  świst pocisku tuż przy moim lewym uchu.  Nic mi się nie stało. Później jakby nigdy nic zaczęłyśmy opracowywać plany. Ale do teraz zastanawiam się czemu mnie nie zabiła.
      Zapukałam delikatnie w drzwi i weszłam do pomieszczenia. Tak jak przypuszczałam, moja dawna przyjaciółka siedziała na krześle i obserwowała śpiącego blondyna.
-Czego chcesz-usłyszałam jej zimny głos.
-Nie jadłaś od dwóch dni, więc przyniosłam Ci coś do jedzenia-powiedziałam spokojnie.
-Nie jestem głodna-wściekłością podkreślała każde słowo.
      Położyłam tace na małym stoliczku, który znajdował się tuż obok Owen.
-Jeśli nie zaczniesz tego jeść to będę zmuszona karmić Cię jak mało dziecko-powiedziałam lekko wściekła.
-Chyba sobie żartujesz-zaśmiała się wrednie.
-Jestem całkowicie poważna-powiedziałam i podeszłam do okna, pstrykając placami.
      Teraz Kate siedziała okryta ciepłym kocem na niedużej kanapie.
-Czemu to robisz?-zapytała zaskoczona czarnowłosa.
-Ponieważ się o Ciebie martwię-odpowiedziałam-Nie ważne co zrobię to Ty tego nie zauważysz. Nie ważne ile bym się starała to Ty i tak masz to wszystko w dupie! Ze wszystkich sił próbuje odzyskać twoją przyjaźń, a Ty masz wszystko sromotnie gdzieś!-ostatnie zdanie niemal nie wywrzeszczałam.
      Byłam wściekła. Tak bardzo za nią tęskniłam, ze nie wiedziałam jak ją odzyskać. Wkurzona chciałam wyjść z pokoju.
-Czekaj-usłyszałam cichy głos Owen.
      Odwróciłam się w jej stronę.
-Czego chcesz?-zapytałam.
-Usiądź obok mnie-poprosiła.
      Zdziwiona, zrobiłam to o co mnie prosiła. Ta przykryła mnie kocem. Zjadła połowę tego co jej przyniosłam i oparła swoją głowę o moje ramię.
-Dziękuje, Ell-powiedziała i chyba zasnęła.
      Byłam zbyt zszokowana by myśleć. Stwierdziłam, że też się zdrzemnę. Delikatnie oparłam się o Kate i zasnęłam.

31 Grudnia 2014r., Baza Łowców Demonów w Japonii


      Przez te parę dni sporo się wydarzyło. Dowiedziałam się że Carol (był) jest narzeczonym Kate. Opowiadał jak to się stało, że żyje. Gdy opętały go demony to Mary to teleportowała go do swojej siedziby, a zamiast niego Katherine zabiła demona, który upodobnił się do blondyna. I to właśnie on, narzeczony Owen miał zniszczyć Katherine. Na szczęście Królowa Mary w swoim planie nie uwzględniła mnie. Cieszę się, że udało mi się go uratować, przy najmniej moja dawna przyjaciółka będzie mniej marudziła.
      Owen udało się odczytać tą przeklęta mapę. Mnie, Henry'ego i Carola dręczyło jedno. Jeśli Wybrana chce otworzyć Wrota niebios musi pierw oddać własne życie. Cała nasz trójka wie, że Kate to zrobi i nic ją nie powstrzyma. Wiemy też, że musimy ją powstrzymać dziewczynę przed zrobieniem totalnego głupstwa. Nie to, że nie chcemy by demony nie zostały zgładzone. O to to nie!  Może teraz się wydawać, że jesteśmy egoistami, ale nie zrozumcie nas źle. Potrzebujemy jej. Chcemy dla niej jak najlepiej, tyle, że nie TO!
      Byliśmy pod górą Fuji-san, gdzie znajdowała się bardzo stara świątynia. Właśnie zabijałam demony, które chciały dostać się do Kate i zmusić ją by otworzyła drugą bramę, zwaną Wrota Piekieł.
      Nagle zadzwonił mój zegarek. Odebrałam połączenie i pokazał się zmartwiony hologram Henry'ego.
-Tylko się nie denerwuj-powiedział zaniepokojony.
-Coś Ty zmalował?-syknęłam wściekła.
-Kate mi zniknęła-szepnął wystraszony.
      Chwilę to trwało, żebym przetworzył sobie wszystkie informacje.
-Henry Ty idioto!-krzyknęłam-Jak własnej siostry nie potrafisz przypilnować!
-Nie zapominaj, że Kate jest świetnie wyszkolona Łowczynią-chłopak próbował się jakoś obronić-Po za tym Carolowi też zwiała.
-Co z was za faceci, żebyście nie przypilnować jednej dziewczyny-warknęłam wściekła-Idę ją odzyskać-i rozłączyłam się.
      Wszystko muszę robić sama. Skoncentrowałam się na swojej mocy.
Znajdź tę, którą potrzebuje-pomyślałam.
      Przed oczami zobaczyłam szczyt Fuji, a na nim Katherine, która w reku trzymała pistolet z platynowymi kulami. Szybko teleportowałam się obok niej. Pojawiłam się nie jakiś metr za nią. Dobrze wiedziałam, że mnie wyczuła.
-Co Ty wyprawiasz, Kate?-zapytałam.
-To co muszę-odparła krótko, ale ciągle stała plecami do mnie.
-A co z Henry'm i Carolem?-głos mi się załamywał-A co ze mną? Potrzebujemy Cię. Ja Cię potrzebuje.
-To już koniec, Ell-powiedziała-Już nie będzie żadnych demonów.
      Nie wytrzymałam. Błyskawicznie do niej podeszłam, wyrwałam jej broń i wtuliłam się w nią. Dla mnie nie było ważne co teraz myśli Owen. Może mnie nawet zabić, ale ja ją potrzebuje. Nie dopuszczę do tego co stało się 500 lat temu. Nie dopuszczę, żebym ją znów straciła.
-Dlaczego to robisz!? Dlaczego Kate!?-łkałam na jej ramieniu-To może być pułapka. Nie wiesz co się stanie po Twojej śmierci.
-Właśnie wiem-szepnęła.
      Odsunęłam się od niej.
-Nie nie wiesz!-krzyknęłam-Na pewno to pułapka! Dlatego Wyrocznie zainterweniowała! Dla Ciebie zrezygnowałam z zemsty! Do tego czasu myślałam, że jeśli ją zabije to Ciebie odzyskam. A gówno prawda!! Gdy z tobą współpracowałam to czuła się jak dawniej! A nie chce znów cierpieć i obwiniać się, że nie udało mi się Ciebie uratować! Nie wytrzymam tego!
-Ell, ja muszę to zrobić-przytuliła mnie delikatnie-Wybaczam Ci.
-Nie możesz!-wyrwałam się z jej uścisku.
-Rzeczywiście to miała być pułapka, a ta wredna wiedźma musiała wszystko zniszczyć-usłyszałam za swoimi plecami  głos Królowej Mary-A śmierć Katherine miała nam dać zwycięstwo.
      Czyli miałam racje. Wściekła odwróciłam się w stronę blondynki. Chciałam ją zaatakować, lecz nie zdążyłam. Czułam, że byłam w stanie nieważkości. Spadałam. Usłyszałam krzyk Kate wołającej moje imię. Nagle zobaczyłam jak Owen rzuca się w moją stronę i łapie mnie za rękę. Teraz wisiałam nad przepaścią. Czułam, że wyślizguje się przyjaciółce. Wtem usłyszałam huk strzału, lecz to nie dziewczyna wystrzeliła. Później zobaczyłam, że obok czarnowłosej pojawili się Henry i  Carol, którzy pomogli jej mnie wciągnąć na górę. Gdy tylko stanęłam na ziemi, wraz z Katherine wtuliłyśmy się w siebie i zaczęłyśmy beczeć. A już po 2 minutach się z tego zaczęłyśmy śmiać. Okazało się, że Mary zginęła z rąk własnego brata. Później Kate rzuciła się w ramiona Carola i zaczęli się całować. A do mnie podszedł Henry, objął moją twarz i mnie pocałował, który po jakimś przerodził się w bardziej namiętny i odwzajemniony pocałunek.
      Katherine straciła szanse na otworzenie Wrót, ale z drugiej strony odzyskała tych, których kochała. A ja zaś odzyskałam najlepszą przyjaciółkę, która byłą dla mnie jak siostra i zyskałam miłość swojego dzieciństwa.
-Hej gruchające gołąbki koniec migdalenia się!-usłyszałam uradowany głos Kate-Na dole czeka na nas robota do wykonania.
      Wraz z Henry'm wybuchnęliśmy śmiechem i udaliśmy się wraz z resztą na polowanie.
Jak ja kocham tą robotę-pomyślałam.
KONIEC


..............................................................................................................

Oczywiście najlepsze życzenie też dla Katherine ( szkoda, ze nie wiem które :(  ). Dziękuje Ivy za pomoc w obrazkach!!! Większość obrazków jest z serialu Shadowhunters. A  wszystkie informacje i postaci są z bloga:  Ciemność nie zawsze oznacza zło, A światło nie zawsze niesie ze sobą dobro.
 Z niecierpliwością czekam na komentarze :) 

Komentarze

  1. Ohayo :)
    To jest genialne...
    Katherine: Takie przesłodzone! *mówi ocierając chusteczką pojedyncze łzy*
    Nie obraź się na nią!Wiesz w tym rozdziale umiejscowiłaś tyle dla niej smutnych wspomnień, pewnie by marzyła, by historia tak się właśnie potoczyła!
    Katherine: Dlaczego ty nie piszesz mi życiorysu, tylko ta zołza Anna-medium!
    Ej no! Przecież czasami dodaje ci jakiś szczęśliwy element w życiu!
    Katherine: Tak, a potem go zabijasz!
    Nie zawsze!
    Katherine: Tak?! Mam zacząć wymieniać: Ell, Henry, moja rodzina, Carol, Rose...
    No dobra, może trochę przegięłam?
    Katherine: Trochę! I ty się dziwisz, że nie możemy wytrzymać w jednym pokoju minuty!
    Sorki :(
    Katherine: Masz urodziny za niedługo, więc poznaj mą łaskę!
    Dzięki! I wszystkiego dobrego!
    Katherine: Życzę ci byś nauczyła się pisać jak Marcia, perspektywa Ell, była najbardziej zaskakująca!
    Zgadzam się :/
    Katherine: Mogę do ciebie przyjechać? Pociągniesz jeszcze trohę tej historii? *pyta, wygrażając przed ekranem nożem*
    Kate!
    Katherine: Nie mów tak do mnie!
    Czekamy na rozdział :*
    Pozdrawiamy i dziękujemy :)
    Życzymy weny :*
    Anna-medium & Katherine Owen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie bym napisała :) Ale to sprawka Anny-Medium :) To ona tutaj rządzi. Po za tym to nie pisze dla tych którzy wymachują mi bronią przed oczami!!!!
      Rose: Jak to możliwe że ja nie żyje!!!!!!
      O hej Ro, co ty tutaj robisz????No wiesz na naszym wspólny umierasz a tak wcześniej zginęłaś. W sumie Katherine ma rację...
      Rose: Idę Ci ukraść Nutelle i pogadać poważnie z Kate!!
      Wara od mojej Nutelli!!!!!!
      Rose: W ŻYCIU!! IDE DO KATE PAPA :*
      MOJA NUTELLA!!! ;(
      Dziękuje za komentarz

      Usuń
  2. Ohayo !!! :D
    Zaczynam się powtarzać! No ale cóż. Rozdział genialny, cudowny i w ogóle maga!!!
    Bardzo miłe przywitanie po wielu latach nie widzenia się!! xD
    Ahh ta Ro...przepraszam Elizabeth.
    Czemu jak ktoś ma czarne oczy to od razu musi być demonem?!
    Jak fajnie, że dziewczyny po tylu latach znów się przyjaźnią!
    I to się nazywa prawdziwa przyjaźni!
    Tak szczerze to nie wiem co jeszcze mogłabym napisać dlatego po raz kolejny powtórzę: Rozdział wspaniały!!!!
    Pozdrawiam i życzę weny!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez się tego ciesze. Aż lżej na duszy :)
      Pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 16

Miniaturka Aisuaro x Hao x Loki