Rozdział 17

*Oczami Afrodyty*

Patrzyłam na Miko jak na idiotkę. Co ona sobie myśli?! Mam służyć jakiejś demonicy?!
- Naprawdę uważasz, że po tylu latach walki z demonami, przyłączę się do ciebie ? - zakpiłam z niej.
- A myślałam, że jesteś mądrzejsza, Afrodyto - uśmiechnęła się niewinnie - Zabić ich.
Wpierw nie wiedziałam o co jej może chodzić, lecz po chwili pojawili się wszyscy madzy których trenowaliśmy.
Wraz z przyjaciółmi wiedzieliśmy, że chociaż jesteśmy potężniejsi to i tak wszystkich nie powstrzymamy. Zwłaszcza, że Seba i Leyla nie mają mocy.
Miko zaczęła się przeraźliwie śmiać. Myślała, że to już nasz koniec i szczerze mówiąc podzielałam jej zdanie.
Czekałam na atak ze strony moich byłych uczniów, lecz nie nastąpił. Zamiast tego zaatakowali niedoszłą panią profesor. Szczerze mówiąc zaskoczyli mnie.
Demonica stawała się coraz słabsza.
- Ona jest moja! - krzyknęłam nagle.
Wszyscy odsunęli się, ułatwiając mi dostęp do niej.
- Jak widać myliłaś się, moja droga - wbiłam swoją dłoń w jej pierś i złapałam jej bijące serce - Szach i mat - wyrwałam jej organ.
Trysnęła krew, a ciało demonicy przestało oddychać. Jedną mieliśmy z głowy, a teraz czas na naszych byłych uczniów. Gdy tylko się na nich spojrzałam to oddali mi szacunek, schylając w dół głowę i przykładając sobie ściśniętą pięść do serca.
- Czy mogę się do jasnej cholery dowiedzieć co się tutaj stało? - zapytałam poirytowana.
- Szpiegowaliśmy panią dyrektor, ponieważ coś się w niej nam nie podobało - powiedział chłopak o imieniu Paul.
- To dlaczego nam o tym nie powiedzieliście? - zapytał Daniel.
- Nie wiedzieliśmy po której stronie stoicie - powiedziała niska blondynka.
- Nigdy nie będę służyła demonowi! - syknęłam wściekła.
- Wszystko ładnie i pięknie - powiedział Seba - Ale gdzie jest Alli?
Chłopak miał racje, my tutaj gadu gadu, a nie wiemy co z Alisson.
- Jest w więzieniu pod Instytutem - odpowiedział Paul.
- Prowadź - rozkazałam.
Zrobił to co mu kazałam. Wyszliśmy z pokoju i ruszyliśmy do więzienia.

*Oczami Alison*

Obudziłam się w ciemnym pomieszczeniu. Kiepsko się czułam i bolała mnie głowa.
Co się stało?-pomyślałam.
Nagle wszystko sobie przypomniałam i całkowicie się załamałam.
- Co ja zrobiłam - szepnęłam do siebie.
- Alli! - niespodziewanie usłyszałam Afrodytę.
Czułam jak przyjaciółka do siebie mnie przytula. Ja siedziałam bezczynnie nie wiedząc co robić.
- Afi nie... - zaczęłam mówić, lecz dziewczyna mi nie pozwoliłam dokończyć.
- Zamknij się! - syknęła wściekła- Nie obwiniaj się za to.
Łatwo powiedzieć a trudniej zrobić...
- Afi mogę swój wisiorek? - zapytałam nieśmiało.
- Oczywiście - uśmiechnęłam się do mnie.
Dziewczyna podała mi naszyjnik a ja założyłam go na szyję. Podeszłam do Seby i jego dziewczyny.
- Tak bardzo was przepraszam - szepnęłam.
- Nic się nie stało - uśmiechnął się chłopak.
- Miałaś po prostu słabszy dzień - dodała blondynka.
Szybko oddałam im magie.
- Dowiedziałam się jak zabić Lucasa - powiedziałam - To nie zaklęcie go zabije, ale miecz stworzony z pięciu żywiołów. Leyla wam pomoże, bo ja nie jestem wstanie. Tak bardzo was przepraszam - zniknęłam zanim zdążyli zareagować.
Teleportowałam się na pustynie.
Co ja sobie myślałam, że jestem wstanie pokonać raz na zawsze Lucasa.
Nagle usłyszałam głos swojej siostry i... Hao. Obejrzałam się za siebie. Zobaczyłam jak szatyn całuje moją siostrę. W tym momencie poczułam ukucie zazdrości i przeogromną furię wściekłości. Zanim zdążyłam się zorientować usłyszałam głośnie plasknięcie. Moja bliźniaczka uderzała wielkiego Hao Asakurę. Zawsze myślałam, że to ja jedyna mogę go lać, kiedy i gdzie popadnie, ale teraz widzę, że nie tylko ja. Chłopak zaczął powoli dochodzić, więc przeteleportowałam się tuż przed nim i nogą z pół obrotu walnęłam go w brzuch. Chłopak poleciał parę metrów za siebie, a później zniknął.
Odwróciłam się w stronę siostry.
- Ile razy mam ci postarzać byś na siebie uważała, Anna?! - wkurzałam się nie na żarty.
- Poradziłam bym sobie bez ciebie - odparła bliźniaczka.
Miałam już tego dosyć.
- Następnym razem jak będziesz coś ode mnie chciała - powiedziałam wściekle - Tylko rusz tą swoją dupę i to zrób.
Dziewczyna już nie wytrzymała. Posłała swoje dwa shikigami. Lecz zniknęły tak szybko jak się pojawiły. Szybko je pokonałam.
- Tak traktujesz swoją rodzinę? - syknęłam przez zęby - Nigdy nie byłaś dobrą siostrą.
- Byłam dopóki nie dowiedziałam się, że to ty byłaś Królową Ciemności i jesteś demonem. Dlatego już nie jesteśmy siostrami.
Stałam w szoku. Skąd ona to wiedziała!? Przecież jej nic nie mówiłam! Nie jestem przecież demonem! Straciłam ją. Czułam się zdruzgotana, ale musiałam to ukryć.
- Dobrze, moja droga - uśmiechnęłam się - Stałaś się moim wrogiem. I jeśli się zobaczę na swoje drodze to ciebie zniszczę.
I zniknęłam z oczu siostry.
W tym momencie znajdowałam się w Londynie w jeden z ogrodów. Padało. Ja cała mokra spacerowałam pomiędzy kwiatami.
- Musiałaś być taka dla niej oschła? - obok mnie ukazała się Ami.
- Nie usprawiedliwiaj jej - burknęłam pod nosem.
- Alli ona na swój pokręcony sposób ciebie kocha - powiedział duch.
- Zamknij się, Ami - syknęłam wściekle.
- Rozumiem, że to wszystko ciebie stresu, ale nie musisz wyżywać się na mnie - Ami nie była ze mnie zadowolona.
- Serio? - zapytałam - Sama widziałaś jak mnie potraktowała. Poza tym nie mam wsparcia rodziny. Jeśli tak bardzo zależy ci na Annie to możesz do niej iść. Nie potrzebuję cię.
- Alli jak tak możesz mówić - jęknęła przerażona dziewczyna - Kocham ciebie jak siostrę.
- Jak widać nie mocno, bo bardziej wolisz ją ode mnie. A teraz się wynoś, bo inaczej odeśle cię do Zaświatów.
Zrozpaczona Ami zniknęłam mi z oczu. Niedaleko mnie była ławka, więc podeszłam do niej i usiadłam złamana. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Z jednej strony chciałam z tym wszystkim zostać sama, a z drugie pobiec do wszystkich tych których skrzywdziłam i na kolanach błagać ich o wybaczenie.
Wiedziałam, że nie mogę do nich wrócić. Stałam się kimś kogo trzeba zniszczyć raz na zawsze. Nie miałam nikogo na kim by mi zależało. Schowałam twarz w dłoniach i po cichu roniłam łzy.
- Alli, przecież wiesz, że nie lubię jak płaczesz - poczułam jak ktoś kładzie swoje ręce na moich kolanach.
Poczułam jego energię. Szybko zerwałam się z ławki i zaczęłam biec przed siebie. Nie miałam już na wszystko siły. Byłam wykończona psychicznie i fizycznie.
Nie uciekłam mu daleko. Dopiero po chwili zorientowałam się, że jestem w jego silnych ramionach. Zaczęłam krzyczeć, gryźć, drapać, bić i wyrywać się. Lecz to nic nie dało. W zamian za to poczułam delikatne muśnięcie w czubek głowy. O dziwo mnie to uspokoiło.
- Czemu to robisz? - szepnęłam zrozpaczona.
- Bo obiecałem ci, że ciebie nie zostawię - odpowiedział całując mnie znów w czubek głowy - Poza tym jestem jedyną osobą, która ci została i ciebie nie opuści. Twoi przyjaciele zostawili cię z tym wszystkim samą nawet ciebie nie szukają. Twój narzeczony zdradził z twoja siostrą, a na dodatek ona się ciebie wyrzekła dowiadując się kim naprawdę jesteś. Czyż ja nie mam racji? Jeśli nie to powiedz, że kłamię.
Nie kłamał, miał całkowita rację. Byłam sama i nie miałam nikogo... nikogo oprócz niego.
Nagle obok nas uderzył piorun. Przerażona krzyknęłam i bardziej się do niego wtuliłam. Gdy się uspokoiłam to stanęłam na palcach i wbiłam mu się w usta. Czułam, że go zaskoczyłam, ale szybko odwzajemnił i pogłębił pocałunek. Jedną dłonią objęłam go za szyję a drugą wbiłam mu w jego włosy, a on objął mnie w pasie i przycisnął do siebie.
Jedyną osobą, która mi został był właśnie Lucas i właśnie od tej chwili należał do mnie, a ja do niego.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 16

Rozdział urodzinowy dla Anny-Medium

Miniaturka Aisuaro x Hao x Loki