Rozdział 9
Leyla zniknęła mi z oczu, więc poszłam do salonu żeby porozmawiać z Anną. Siostra leżała przed telewizorem oglądając seriale.
-Anno, możemy porozmawiać?-spytałam.
-Właśnie ja też chciałam z Tobą porozmawiać-stwierdziła.
Wyłączyła telewizor i odwróciła się w moją stronę.
-Może usiądziesz-pokazała mi miejsce naprzeciwko
niej.
I tak zrobiłam.
-Mogę zacząć pierwsza?-spytałam niepewnie.
Kiwnęła głową.
-Jak już wiesz Rada organizuje Bal-powiedziałam- Ma się odbyć za dwa dni o godzinie 21.00 jutro z Afrodytą kupujemy suknie. Więc trzy dni mnie nie będzie.
-A co z treningami?-spytała.
-Anno, to tylko trzy dni.
-O trzy dni za dużo.
-Jak wrócę to odrobię straty-uśmiechnęłam się.
-Niech Ci będzie.
-A o czym chciałaś ze mną porozmawiać?
-To nie jest do Ciebie podobne żeby spać tak długo i być zamknięta w sobie. Alisson ja Ciebie nie poznaje. Co się stało przez te trzy dni.
-To trudno powiedzieć-stwierdziłam.
-Jestem Twoją siostrą!! Powinnam wiedzieć co się z Tobą dzieje-upierała się.
-Powiem Ci kiedy nadejdzie odpowiednia pora, dobrze?-powiedziałam.
-Alisson, ja się o Ciebie martwię-powiedziała ze smutkiem.
Wstałam, podeszłam do niej i przytuliłam ją.
-Wiem-szepnęłam do jej ucha-Ale musisz mi zaufać.
Westchnęła.
-Jest późno-powiedziała ze
spokojem-Pójdźmy spać.
Kiwnęłam głową i udałyśmy się do swoich pokoi. Pepsi spała na
parapecie, więc wzięłam ją na ręce i sama usiadłam. Spojrzałam w okno. Widok noc był zdumiewający. Niebo bez chmur a gwiazd mnóstwo. Było ich tak wiele ze jakby nie było miejsca na niebie.
-Niesamowite-szepnęłam.
Nie mogąc się powstrzymać wyszłam z domu do ogrodu wciąż niosąc kotkę na rękach. Za miastem byłam piękna polanka i
właśnie tam się teleportowałam.
-Pepsi-szepnęłam-Wstawaj! Musisz to
zobaczyć.
Kociak mrukną z nie zadowolenia lecz już się obudził.
-Niesamowite-powtórzyłam.
Nagle poczułam ciepło.
Nie-pomyślałam.
-Alisson-usłyszałam znajomy głos.
Zaczęłam głaskać kotkę jednocześnie odwróciłam stronę pijącego ciepła.
-Zeke-szepnęłam.
Chłopak podszedł do mnie. Dzielił nas jakieś metr.
-O co chodzi?-spytałam.
-Chcę odzyskać swoją magię-odpowiedział.
Przytuliłam futrzaka i teleportowałam ją do domu.
-Wierz, że nie mogę-powiedziałam ze spokojem.
-Dlaczego?-spytał zniecierpliwiony.
-Po pierwsze, chciałeś mnie zabić-powiedziałam zirytowana-Po drugie, zabijasz ludzi a to nie jest normalne!!!
-I znów do tego wracamy-westchnął.
-Jedno z nas straciło rozum ale tym razem to nie
ja-omal nie krzyknęłam.
Odwróciłam się do niego plecami. Poczułam że mnie przytula od tyłu.
-Alisson, proszę-szepnął mi do ucha-Bez magii czuje się jak idiota.
Nie doczekanie Twoje-pomyślałam.
Wyrwałam, się z jego objęć i odwróciłam się w jego stronę mówiąc:
-Wiesz, dlaczego zabrałam Ci magię?-spytałam.
Za nim zdążył odpowiedzieć wtrąciłam się.
-Zasługujesz na konsekwencje -ciągnęłam-I to
dlatego Ci ją zabrałam.
-Jakie KONSEKWENCJE!!!-wrzasnął.
-To wszystko można zrobić bez rozlewu
krwi!!-krzyknęłam.
-Tak się nie da-powiedział tym razem
spokojniej-Wiesz jacy są ludzie.
-Nie, Zeke-powiedziałam-Nie ma
ludzi "idealnych" albo typu"tych lepszych". Każdy z nas ma
swoja słabszą stronę.
Milczał a ja płytko oddychałam.
-Alisson, czemu nie jesteś po mojej
stronie?-spytał.
-Wykorzystujesz ludzi-odpowiedziałam-Na to tez
nie mogę dopuścić.
Spojrzał na mnie ze smutnym wzrokiem.
-Myślałem, że zmądrzałaś-westchnął-Ale chyba znów będę musiał Ciebie zabić.
Za nim pojawił się Duch Ognia.
-Już raz próbowałeś-stwierdziłam.
Obok mnie pojawiła się Ami.
-Jak widzę, bez walki
się nie obejdzie-szepnęła.
Moja przyjaciółka zmieniła kształt na
niebieski miecz.
-Zeke, wiesz że ja nie chce
walczyć-powiedziałam.
-I tak powinnaś zginąć jakieś 1 500 lat
temu!!-krzyknął.
Tymi słowami mnie zaskoczył. Nie mogłam w to
uwierzyć, że chciał mnie w tedy zabić. Nie zauważyłam kiedy mnie
zaatakował od góry. Z trudem odparłam atak.
"Ali, nie śpij"-powiedziała w mojej głowie Ami.
"Przecież
wiem"-powiedziałam ze złością.
Musze się odzwyczaić że nie walczę z Yoh
tylko z Zeke'iem. To właśnie on
nauczył mnie wszystkiego co wiem jeśli wchodzi o
sztuki walki. Jest ze mną krucho. Uderzał mnie co raz
silniejszymi atakami co raz trudniej je blokowałam. A ja się
tylko broniłam!!
-Dosyć!!!!-krzyknęłam
Z zaskoczenia chłopak przestał atakować.
-Ta walka do niczego nie prowadzi-powiedziałam ze
spokojem.
-Czyli jednak zmądrzałaś-uśmiechnął się.
-Nie Zeke-powiedziałam-Nadal
jestem przy swoim. Tak jak wcześniej mówiłam, ja nie
chcę z Tobą walczyć. Jak widziałeś tylko się broniłam-miecz
zniknął mi z ręki.
-Nic mnie to nie obchodzi-krzyknął.
I znów zaatakował. Tym razem
musiałam raz na zawsze skończyć. Czekałam aż zbliży się żebym mogła użyć magii
powietrza i nauczyć go latać. Nie mówiąc że czarodzieje
są silniejsi od szamanów. A gdy już to zrobiłam, Zeke
poleciał jakieś 5 metrów w górę i spadł z hukiem.
Podbiegłam do niego sprawdzić czy go nie
zabiłam. Przykucnęłam przy nim i
sprawdziłam mu puls. Na szczęście było w
normie. Westchnęłam z ulgą.
-Przepraszam-szepnęłam i
teleportowałam się na domu.
Znalazłam się z moim
pokoju. Spojrzałam na zegarek. Była 4 nad
ranem.
Dzięki Zeke-pomyślałam.
Gdy Pepsi mnie zobaczył całą i zdrową przybiegła do mnie i
zaczęła się on mnie ocierać, mruczeć i czasem
miauczeć. Wzięłam ją na rękę, usiadłam
na parapecie i patrzyłam jak
wschodzi słońce. Po jakieś
godzinie poszłam do łazienki się umyć. Nie wiedziałam ile się myje gdy nie
usłyszałam siostry:
-ALISSON, WIEM ŻE TO
TY. MYJESZ SIĘ 2
GODZINY!!!!!!!!-wrzasnęła-ILE MOŻNA SIĘ MYĆ!!!!!!!!
2 godziny??!!-pomyślałam zdziwiona.
Szybko wyszłam z prysznica, wytarłam się, wyczarowałam sobie sukienkę i wyszłam z łazienki.
-Przepraszam-szepnęłam i poszłam do kuchni robić śniadanie.
-Cześć Alisson-usłyszałam Yoh.
Odwróciłam się.
-Hej-powiedziała z uśmiechem.
-Co na śniadanie?-spytał.
-Kanapki i cappuccino-odparłam.
-A co z treningiem?
-A jeśli mowa o treningu-uśmiechnęłam się-Nie będzie mnie przez trzy dni.
-JUPI!!!!!!-krzyknął.
I zaczął biegać po całej kuchni a ja zaczęłam się śmiać.
-A Ty z czego się śmiejesz?-spytał.
-Z Ciebie-uśmiechnęłam się-Lecz Anna będzie teraz Ciebie trenować z moimi treningami.
Chłopak zbladł.
-Nie dam rady-załamał się.
-Jeśli będziesz tak marudził to na pewno nie
dasz rady-usłyszeliśmy głos Anny.
-Hej Anna-uśmiechnęłam się-Śniadanie już robione.
-Po śniadaniu macie przebiec 20 kółek, rozumiano?!-Blondynka wzięła swoje śniadanie i gdzieś zniknęła.
Nie mieliśmy innego wyboru jak zjeść szybko śniadanie i zrobić kółeczka. Zajęło na to jakieś 2 godziny i wróciliśmy do domu. Później po raz ostatni nadzorowałam treningi Yoh. Gdy
była 9.40 pożegnałam się z brunetem i poszłam szukać siostry. Oczywiście leżała sobie przed telewizorem.
-Przyszłam się pożegnać-powiedziałam-I poprosić żeby Yoh też wykonywał moje treningi.
-Tylko na siebie uważaj-powiedziała wciąż gapiąc się w telewizor.
Nie ma to jak współczująca Anna-pomyślałam.
Wyszłam z domu i teleportowałam się w obrzeżach szkoły. Tam zmieniłam się w Samantę i weszłam do niej. Znalazłam ją przed swoim pokojem.
-O minetę spóźniona-powiedziała przyjaciółka.
-Nie marudź jak Anna-powiedziałam zniesmaczony.
I teleportowałyśmy się do centrum handlowego. Oglądałyśmy różne suknie, lecz Afrodycie żadna się nie spodobała.
-Ufasz Leyla'y-spytała nagle.
-To trudno stwierdzić-powiedziałam.
-Od kiedy się pojawiłam mam złe przeczucie-powiedziała z
niesmakiem-W tej kwestii Zeke miał racje. Nie powinniśmy jej
zaufać.
Na słowo "Zeke" aż mnie zmroziło.
-Co jest -spytała zaciekawiona Afrodyta
-Nic takiego-próbowałam się uśmiechnąć.
Lecz to nic nie dało.
-Ali, nic przede mną nie ukryjesz-uśmiechnęła się-Znam Ciebie od dłuższego czasu i wiem że coś tam chowasz.
-No dobrze powiem.
I opowiedziałam jej wszystko to co się stało na polanie.
-Jak ja to dorwę-krzyknęła przyjaciółka kiedy skończyłam opowiadać.
-Nie dasz mu rady-zasmuciłam się.
-Pamiętaj że madzy się od szamanów silniejsi-uśmiechnęła się.
-Ale nie zapominaj że Zeke jest najpotężniejszym szamanem na świecie!
-Olać to-uśmiechnęła się blondynka-Znalazłam dla nas sukienki. Oto
Twoja.
I pokazałam mi moją suknię:https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEh_4TmGzmBwKqRIxNm-lb7UzTCGKWFD1irGadgufcVqD6lqeMvt9lYXDcL4np6l7X35ltwHpRb3OruulQyUGhJK8dF7G6F1uOXGIo3Efd5MlXCveA5V5v1XCMjxsr_akjjAYsOo3UbCWcs/s640/9647891_2.jpg
*
A później swoją: http://img.szafa.pl/ubrania/0/019505000/1368612267/piekna-czerwona-sukienka-monsoon.jpg
*
-Są przepiękne-powiedziałam z uśmiechem.
-Wiem-zaśmiała się-Chodź zapłacić.
I poszłyśmy do kasy. Kasjerka była człowiekiem, dobrze że ludzie nie widzą naszych wzorów, bo by się
przestraszyli. Gdy już to zrobiłyśmy i wróciliśmy do szkoły. Spojrzałam na zegarek. Była 18.00. 8 godzin łaziłyśmy po sklepach. Nic dziwnego że mnie bolą nogi. Zjadłyśmy dużą kolacje , ponieważ nie zjadłyśmy obiadu. O godzinie 21.00 położyłam się spać. Byłam tak zmęczona że już nie mogłam ustać na z nogach.
............................................................................................................
*Chciałam pokazać wygląd sukienek więc niczego nie
plagiatuje.
Chciałam was poprosić jako sędzią do rozstrzygnięcia sporu z moją przyjaciółką z klasy. Wiktoria powiedziała żebyśmy narysowały postacie z tego opowiadanie. Krzyczałam na nią jakieś 15 minut że ja nie umiem rysować, więc narysowałam Alisson i Afrodytę a ona Leyla'e. Więc jest pytanie która z nas lepiej narysowała.(Ostrzegam ja nie umiem rysować).
No wreszcie walka z Hao! Biednyyy, sromotnie przegrał z Alisson. Może w końcu się ogarnie i przemyśli kilka spraw. :D Fajnie, że poświęciłaś temu wątkowi tyle miejsca. I dalej czekam na bal! XD
OdpowiedzUsuńMyślę, że lepiej byłoby opisać te sukienki, zamiast wstawiać link. W książkach czy opowiadaniach nie znajduje się takich odnośników, prawda? Poza tym opisy pobudzają wyobraźnię czytelnika.
Co do rysunków, mój nr 1 to Alisson. :D
Z Alisson biedaczysko nie miało żadnych szans:) W opisach nie jestem aż taka dobra a szczególnie tych sukienek. Muszę się nauczyć pisać opisy. Miło że doceniłaś mój rysunek.
UsuńPozdrawiam
Bardzo fajny rozdzialik i jeszcze fajniejsze rysunki. No na pewno dużo lepsze od moich. No i nie mogę doczekać się tego całego balu. A co do Hao to powiem tylko jedno. Dobrze mu tak..! Niech wie że szybko swojej mocy nie odzyska.
OdpowiedzUsuńOczywiście że mocy nie odzyska. Bal niedługo będzie.
UsuńPozdrawiam
Ojjj...Hao xD
OdpowiedzUsuńRozdział wspaniały :)
I zakochałam się w tej pierwszej sukience *_*.
A rysunki śliczne :)
Pozdrawiam Mayumi.
Ja tak samo zakochałam się w tej sukni!! Jest po prostu cudowna!!
UsuńPozdrawiam
Ohayo :)
OdpowiedzUsuńJuż myślałam, że Hao spokorniał
Katherine: Wiedziałam, że to ściema... Hao zawsze był nic nie wartym śmie...
Śmiechem, ze śmiechem musze stwierdzić, że lubie jak mówi o sb w sensie negatywnym
Katherine; Szkoda, że tak zadko. Trzeba go było zabić to pięćset lat temu
Nie przesadzaj Alisson go nawróci... Prawda?
Pozdrawiamy i zyczymy weny
Anna-medium i Katherine
No jak widać nie spokorniał i chyba nie spokornieje!!! Nie wiem czy Alisson dałaby radę go zabił pięćset lat temu??
UsuńPozdrawiam
Ja naprawdę nie rozumiem Hao. Zachowuje się jakby był w ciąży albo miał okres. Jakie fochy. Zabije cię bo masz inne zdanie niż ja. Po prostu idealny materiał na męża! Nie mogę się doczekać balu. Yuna ma rację, fajniej by było jakbyś opisała te suknie. A swoją drogę, bardzo ładne! Co do rysunków, to trudno mi powiedzieć. Bez obrazy, ale wyglądają dość podobnie. W sensie takim samym stylem. I jeszcze mam nadzieję, że Hao nie wpadnie na bal i nie zepsuje wszystkiego, bo chyba wtedy nie tylko Afrodyta chciałaby go zabić, ale i Alisson. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńI jeszcze z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział!
OdpowiedzUsuńHej :)
OdpowiedzUsuńZostałaś nominowana do nagrody Liebster Award.
Szczegóły znajdziesz tutaj: http://demon-hunter-katherine.blogspot.com/